30 cze 2017

Rude zwiedzanie Rzymu cz.1

Słowem wstępu:

Jedziemy do Rzymu. Rzekł mój mąż któregoś zimowego popołudnia.
Spojrzałam się na niego jak na czubka, ponieważ dalej niż Zakopane rzadko kiedy się zapuszczamy. To znaczy zapuszczamy się, ale rzadko i na krótko.
Kiedy? - zapytałam, zastawiając się czy osobisty chłop mnie wkręca, czy mówi całkiem serio - u niego nigdy nie wiadomo.
- No na majówkę, kombinuj sobie wolne. W zasadzie, to już zabookowałem bilety.
- Samolotem?
- A czym? Na kocie?
Panika, kurtyna. W sumie, to mamy dwa koty, więc dałoby się...
I nie miałam wyjścia.

W tym wpisie nie chcę opisywać tego, co udało nam się zwiedzić w Rzymie (albo czego się nie udało i dlaczego), bo to każdy może sobie wygooglać. Nie jest to też przewodnik po Rzymie.
Nie napiszę też o tym, jak fajnie było w hotelu i hotelowym basenie, ponieważ nie było żadnego (na jedzenie musieliśmy polować sobie sami). Przed Państwem, podzielony na części wpis, o tym jak Ruda zwiedzała Rzym, bez grupki rozgadanych januszów* i galopującej przewodniczki oraz napiętego jak bęben grafiku checkpointów i paskudnego stołówkowego żarcia.

* specjalnie małą literą, i z całym szacunkiem, bo jak znam kilku Januszów, żaden z nich nie januszuje

Na pierwszy ogień idzie:

Zakwaterowanie

Ponieważ nie zdecydowaliśmy się na spanie pod mostem, zarezerwowaliśmy kwaterę na obrzeżach Rzymu na zasadzie Airbnb: to znaczy, że pan Francesco, mając wolne jedno z zapewne wielu mieszkań, wynajmuje je takim jak my, turystom z Koziej Wólki za złotówki - tak, płacimy w naszej walucie, zapewniając nam wszystkie dogodności - od łazienki z ręcznikami i przyborami, przez kuchnię z nie tak podstawowy wyposażeniem, po dostęp do Internetu w mieszkaniu.
Storna Airbnb ma jeszcze jedną ogromną zaletę (w sumie, to kilka):
po pierwsze, oferty są sprawdzone, 
po drugie, można sobie dobrać lokum pod własne upodobania, z windą lub bez, tv, łożem małżeńskim, balkonem, baldachimem, fajerwerkami, dziurą w podłodze, czy co tam sobie jeszcze dusza zapragnie,
po trzecie - na stronie dostępny jest, aktualizowany na bieżąco terminarz, w którym możemy zarezerwować sobie pobyt oraz gdzie od razu podane są ceny (różne w zależności od terminu, w którym decydujemy się na wyjazd).
po czwarte - ceny zmieniając się w zależności od tego, ile osób będzie korzystać z mieszkania.

Oczywiście, im więcej osób, tym wychodzi taniej "na głowę", dlatego warto zabrać na wyjazd znajomych. :)
Minusem - nie wiem, czy kolega tego nie odnotował, czy pan Francesco nabił nas w butelkę, ponieważ przy podpisywaniu umowy, skosił nas na 70 eurodudków za opłatę klimatyczną (no fakt, gdzieś na ścianie, pomiędzy zakazami i nakazami widniała jakaś informacja na temat takiej opłaty). Z całą pewnością stwierdzam, iż Włosi pobierają nauki od naszych rodzimych Górali.

Jeśli chodzi o lokalizację potencjalnego mieszkania, nasza z powodu kosztów wynajmu, była wybrana celowo z cala od centrum. Jak się okazało, dojazd do stacji Termini (stacja przesiadkowa, z której dojedzie się wszędzie) zajmował z 15 minut, więc heloooł... Mieszkanie w pobliżu linii metra (a w Rzymie są 2 działające i trzecia w budowie) rozwiązuje w zasadzie wszelkie problemy logistyczne. Do ścisłego centrum szybko się jedzie, a dalej z buta.

Dwuosobowa winda w bloku
Widna ta pomieści góra trzy osoby. Na wdechu. My musieliśmy jechać na raty, bo nie zmieściliśmy się tam z bagażami. Do tej pory zastanawiam się, w jaki sposób wprowadzają pianino na siódme piętro...

Komunikacja miejska w Rzymie.

Jak już o komunikacji mowa, od razu powiem, że ODRADZAM poruszanie się po tym pięknym, choć brudnym mieście swoim własnym samochodem. Szczególnie jeśli jest nowy i z salonu. Nie, jeśli w ogóle jest.
Przez cały nasz wyjazd, a byliśmy tydzień, na palcach obu rąk można było policzyć samochody, które nie były zarysowane lub obtłuczone.
Przepisy ruchu drogowego w Rzymie, są baaardzo umowne. Momentami zastanawiałam się, czy w ogóle są. Pasy na jezdni? Bez sensu. Przejście dla pieszych? To pieszy ma uważać.
Taka zagadka: z ilu pasów można skręcić w prawo?
Dla spragnionych adrenaliny polecam przejażdżkę taksówką - okazało się to być gorsze niż lot samolotem. Pan taksówkarz naoglądał się zbyt wiele filmów o driftingu, chciał poćwiczyć, rozumiem, ale beze mnie.



Przyjeżdżając do Rzymu po raz pierwszy, nie miałam pojęcia, że odchodząc 300 metrów (!!) od lotniska Ciampino, znajduje się miejski autobus, który w 40 minut dowiezie nas do Anagniny, skąd metrem dostaniemy się centrum miasta. (Googiel podpowiada linia 515, choć mi się wydaje, że jechaliśmy 700-coś)

Bilet jednorazowy kosztuje 1,5€ (ważny przez 100 minut od momentu skasowania).
Taksa to około 35€. Autobus lotniskowy bodajże od 4€ w górę. Miejski - 1,5€. Sami zdecydujcie czym chcecie dojechać.


Bilet miejski tygodniowy ważny jest do godziny 23:59 siódmego dnia od skasowania, kosztuje 24€.
To są grosze w porównaniu do cen warszawskich (zakładając stosunek euro do złotówki 1:1), ba, w Warszawie nie ma biletów tygodniowych. Trzydniowy, kosztuje 36zł. Pojeździjcie na nim przez tydzień. ;]
Ponieważ rzymskie bilety miejskie są ważne na autobusy, tramwaje, metro i kolejkę, spokojnie można dojechać nad samo morze, tym bardziej, że w Rzymie strefy biletowe w zasadzie nie istnieją. Metro, może nie jest pierwszej świeżości, ale da rade nim dojechać do praktycznie wszystkich ważniejszych zabytków w Rzymie. Co ciekawe, na trasie metro jest zarówno kolejką podziemną, jak i nadziemną.
Rzymskie metro może stare, ale jare

Jeśli dostaniemy się do centrum, do najważniejszych i najbardziej popularnych zabytków doczłapiemy się piechotą, odkrywając to, co nie zawsze znajdzie się w przewodnikach.

A, a skuterów wcale nie ma tak dużo.



O tambylcach, friendzie z Kenii, jedzeniu, pedałach, oczekiwaniu w kolejkach i innych osobliwościach, postaram się napisać w kolejnych wpisach. :)

...a do Rzymu z pewnością wrócę.

Do części drugiej:
https://tomiejscenamapie.blogspot.com/2017/07/rude-zwiedzanie-rzymu-cz-2.html
i trzeciej:
https://tomiejscenamapie.blogspot.com/2017/07/rude-zwiedzanie-rzymu-cz-3-muzeum-watykanskie.html

29 cze 2017

Grochem o ścianę - czyli biedronkowa biblioteczka

Rzadko robię zakupy w sklepie z chrząszczem w tle, ale kiedy już tam zajrzę, zawsze zatrzymuję się przy półce (nie wie czy to coś można tak to nazwać) z książkami. I nie inaczej było tym razem.

Ponieważ uwielbiam ciecierzycę i bób, lubię soczewicę i zielony groszek, a stronię tylko do fasolki, od razu rzuciła mi się nowocześnie wydana książka kucharska, za zawrotną kwotę 25 złotych, i przewrotnym tytule "Grochem o ścianę. Czyli pyszne strączkowe", wydawnictwa Olesiejuk.

książka kucharska, grochem o ścianę, przepisy, fasola, groch, ciecierzyca, bób,
Grochem o ścianę wyd. Olesiejuk

Jak nazwa może zasugerować, na około 220 stronach znajdują się przepisy z roślin strączkowych:
  • grochu i groszku,
  • fasoli i fasolki,
  • bobu,
  • ciecierzycy,
  • soczewicy,
a każdy z nich zilustrowany jest porządnym, iStockowym zdjęciem.

książka kucharska, grochem o ścianę, przepisy, fasola, groch, ciecierzyca, bób,

książka kucharska, grochem o ścianę, przepisy, fasola, groch, ciecierzyca, bób,


Ponieważ strączki są bogatym źródłem tłuszczów, węglowodanów, błonnika, składników mineralnych jak żelazo, potasu, wapnia, a przede wszystkim białka (około 20%, do nawet 40% w przypadku soi), w książce w zdecydowanej większości królują przepisy wegetariańskie. W innych przypadkach bulion mięsny można zastąpić warzywnym. ;)
Tym bardziej na plus, ponieważ jak donoszą "amerykańscy naukowcy", jedzenie dużych ilości mięsa, a my jemy go zdecydowanie za dużo, i nie ma co ukrywać, często jest ono średniej, żeby nie powiedzieć, marnej jakości, skraca życie.
Co więcej, składniki potrzebne do wykonania dań, znajdują się w każdej kuchni - nie potrzeba więc do nich korzenia mandragory wykopanego na wzgórzu o północy czy innych magicznych zaklęć i czarciego pazura.
Małe ptaszki Biedronki doniosły mi, że z tej samej serii dostępna jest również "Wy-kasz się w kuchni", a że kasze każdego rodzaju i w każdej ilości kocham miłością nieskończoną, będzie to mój kolejny zakup.

25 paź 2016

Bukiet róż z liści - na jesienną szarugę.

Pogoda w dalszym ciągu nie rozpieszcza. Z braku słońca (i roweru) czuję, jak coraz trudniej jest zebrać mi się do kupy, a i Luby się częściej ze mną kłóci (bo przecież nie ja z nim).
Na rozpędzenie tej jesiennej chandry, koleżanka podarowała mi taki oto przepiękny bukiet "róż" zrobionymi z liści klonowych. Bukiet wygląda fenomenalnie, a tak naprawdę nie wymaga wielkiego wysiłku w przygotowanie.
jak zrobic roze z lisci

Dobra, trochę kłamię, ponieważ wysiłku wymaga ruszenie dupska z domu w poszukiwaniu jesieni - różnobarwnych liści oraz wszelakich owoców i ziół.

Drugim (pozornym) problemem może być to, jak zrobić róże z liści?

Do wykonania róż, świetnie nadają się liście klonowe - są duże, a dzięki kolorom od zielonego przez żółcie po pomarańcze i brązy - róże wyjdą bardzo efektowne. Należy tylko pamiętać, że liście muszą być świeże, aby nie pękały przy zwijaniu.
Ab wykonać różyczkę, należy złożyć liść na pół (bardziej kolorową stroną na wierzch) i powoli zwijać go w "rulonik". Im więcej liści przeznaczy się do wykonania 1 róży (od 3 do 5), tym kwiat będzie pełniejszy. Gdy pierwszy liść zostanie zwinięty w rulonik, można wpleść kolejny tak, aby nie było widać "przejść".
Na zakończenie, drucikiem/sznurkiem/nitką, należy związać ogonki razem. I voila. (niestety nie zdołałam uwiecznić etapów powstawania róż).

jak zrobic bukiet z lisci

Oczywiście Parchaty musiał sprawdzić, czy wszystko dobrze się trzyma. I pachnie.


Aby bukiet trzymał się dłużej, można spryskać go lakierem do włosów.

Do wykonania pierwszego bukietu zostały wykorzystane:
1. Liście klonowe
2. Owoce dzikiej róży (te duże czerwone)
3. Owoce róży wielokwiatowej (te małe czerwone ;)  )
4. Szyszki olchy

Drugi bukiet, to:
1. Liście klonowe
2. Owoce róży wielokwiatowej
3. Ligustr pospolity - te czarne kuleczki, roślina wykorzystywana jako żywopłot
4. Wrotycz - te żółte kwiaty-"kuleczki", często spotykane na polach


23 paź 2016

Dlaczego nie warto jeździć w góry?

post z przymrużeniem oka :)

Ku pokrzepieniu serc, gdyż mój pan monsz doszedł do wniosku, że po 10 latach regularnego jeżdżenia w Tatry, chce jechać nad morze. A ja sobie tego nie wyobrażam. Najwyżej będzie rozwód.

Dlaczego tak na prawdę nie warto chodzić po górach?

1. Wszędzie jest pod górę.

Dosłownie. Nawet przy schodzeniu,
Tatry Zachodnie: Bystra i Błyszcz


2. Poranne wstawanie.

Nie po to udaję się na urlop coby wstawać skoro świt i zdążyć na szlak przed dzikimi tłumami. Urlop jest od niewychodzenia z łóżka przed 10. Poza tym, im wcześniej wyjdę, tym dłużej będę chodzić.
W drodze na Świnicę

3. Kamienie. Wszędzie są kamienie.

Gdzieniegdzie trochę trawy. I znowu kamienie. Nie ma żadnych ławek, na których można by usiąść jak cywilizowany człowiek. Siadanie na ziemi (kamieniach!) jest nie do przyjęcia dla szanującego się turysty.

Dolina Pięciu Stawów Polskich
Na pierwszym planie - arnika, roślina lecznicza występująca i żerująca w swym naturalnym środowisku ;)
O magicznych właściwościach arniki pisałam w tym poście

W Dolinie Pięciu Stawów Polskich

4. Chodzenie z plecakiem

Po drodze, pomijając kilka schronisk z wygórowanymi cenami nie ma żadnego sklepu. Nie ma żadnego kiosku. Żadnej budy gdzie strudzony turysta mógłby ugasić pragnienie tanim piwem z puszki. Wszystko trzeba zabierać ze sobą. I nieść, co gorsze. A jak nie daj borze zielony zabraknie prowiantu... śmierć na miejscu z wysiłku i głodu.
droga na ornak, tatry zachodnie
Ornak, Tatry Zachodnie

5. Słabe widoki.

Bo ile można patrzeć na skały. Albo zbocza.
widok z granatów, tatry wysokie, orla perć
Granaty

widoki przełęcz Krzyżne, tarty wysokie
Przełęcz Krzyżne


6. Zbyt wiele przestrzeni.

Człowiek czuje się taki malutki.
Dolina Pięciu Stawów Polskich
Dolina Pięciu Stawów Polskich

7. Okropne przepaście.

Które tylko czekają aż człowiek osłabi swoją czujność. A inni tylko czekają aż mu się noga powinie. Z aparatami w ręku coby
Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem
Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem

zdobyć fejm na youtubie.
Drabinka nad Kozią Przełęczą

8. Dzika zwierzyna.

Taki dziki zwierz tylko czyha aby zaatakować. Dla bezpieczeństwa turystów, szlaki należy ogrodzić, a zwierzynę odizolować. Więcej o kozach było tutaj, a o niedźwiedziu tutaj.

Sarny na polanie

Świstak

Kozica górska


9. Późne powroty.

Człowiek wraca wieczorem. Wszystko pozamykane. A do jedzenia zostaje nieskończona bułka i pierogi ogrzewane w mikrofalówce. A jutro... powtórka z rozrywki, tylko pierogi zjedzone...

Gąsienicowa

10. Brak zajęcia gdy pada.

Bo kto wymyślił, że przy brzydkiej pogodzie można chodzić po górach? Wszędzie błoto, ślisko, mokro. Bary przepełnione, W telewizji nic nie ma. Nie, nie i jeszcze raz nie dla urlopu w górach.




 11. Zbyt wiele dróg do wyboru

I na dodatek czas przejść podany w godzinach. Weź tu człowieku się połap i nie zgub.

13 paź 2016

Bardzo prosta choinka na szydełku

Co prawda do świąt Bożego Narodzenia jeszcze kupa czasu, ale moim skromnym marzeniem jest, aby moja tegoroczna choinka składała się wyłącznie z ozdób wykonanych ręcznie (własnoręcznie), a że czas ma to do siebie, że kurczy się niespodziewanie, wydaje mi się, że październik jest dobrą porą aby zacząć myśleć nad ozdobami bożonarodzeniowymi.
W sieci znajduje się mnóstwo pomysłów jak ze wstążki i kilku koralików wykonać choinkę. Ja poszłam o krok (pół?) dalej i wstążkę zastąpiłam robótką szydełkową.

zawieszka na choinkę, choinka na szydełku, crochet ornament


Poniższa choinka szydełkowa jest tak prosta, że z jej wykonaniem poradzi sobie nawet osoba zupełnie początkująca.
Robótka składa się wyłącznie ze słupków i oczek ścisłych (nie licząc łańcuszka).

Łańcuszek składa się z około 153 oczek.
Aby stworzyć 2 rząd (rząd słupków), szydełko wbijam w 3 oczko od końca (3 oczko ni licząc tego, w które wbite jest szydełko). Te 3 oczka tworzą 1 słupek. W każdym kolejnym oczku powinien znaleźć się jeden słupek.
Aby choinka była odrobinę szersza, w 3 rzędzie w każdym oczku robię oczko zamknięte.
Stworzenie całej choinki (wraz z nawlekaniem koralików, zajmuje 30-35 minut)

choinka na szydełku, ozdoba handmade, crochet ornament

Druga choinka (ta większa) była krochmalona:
powstały sznurek zanurzyłam w krochmalu i rozciągnęłam na szpilkach. Wydaje mi się, że wygląda lepiej, jest sztywniejsza, nie zniekształca się.

Ruda Wredna

11 paź 2016

Na zamku w Czersku...

Ostatnio pogoda w ogóle nie sprzyja rowerowym wyjazdom. Patrząc na to, co dzieje się za oknem dochodzę do wniosku, że korzystanie z roweru jako środka transportu przy takiej pogodzie jest objawem szaleństwa. Albo desperacji. W sumie to chyba nie ma żadnej różnicy.

A wydaje mi się, że nie tak dawno skrzykniętą ekipą chcieliśmy z naszego wygwizdowa dotrzeć do zamku w Czersku. Kurczę, zamek tak niedaleko nas? Trzeba to zobaczyć. Niedaleko, bo wytyczona trasa zajęła raptem około 53 km. W jedną stronę. Dodając do tego kilometry nabite podczas kręcenia się bezsensownie po lesie w Magdalence, nabiły nam 60 na liczniku. A gdzie powrót?
Może dla niektórych z Was liczby te wydadzą się śmieszne, ale nasza kondycjoosoba wahała się od wczesnej geriatrii przez tempo wczesnoiedzielne, na niespełnionym sprinterze kończąc. Wyciągnijcie średnią.

Dwie gleby później (pedały SPD), wyżerce przy grillu, lodach, i drodze zgubionej po raz 4 (pomimo telefonów z GPS-em, rowerowej mapie turystycznej Warszawy i okolic oraz zapisanej trasie w formacie gpx) stanęliśmy na ostatniej prostej, u wrót lasów Chojnów.
droga rowerem do czerska


Jeśli miałabym być szczera, to jeśli zamierzacie specjalnie udać się do Czerska celem zwiedzenia zamku, to... możecie sobie darować. Fajnie, że ktoś się zajął terenem, odbudował wieże... ale na tym się kończy. Jeśli nie ma żadnych turniejów, pokazów dla małych i dużych, to poza (nie)dobrym [bo tu też zdania były podzielone] piwem, to nic tam nie ma. Jako punkt większej wycieczki - ok, ot taka ciekawostka.
Koszt wejścia na teren zamku z biletem normalnym wynosi 8zł.
Jeśli przyjedziecie rowerem - za bilet zapłacicie 4.
zamek w czersku

atrakcje na zamku w czersku

czersk, zamek w czersku
Wejście na wieżę
Zamek w czersku, rowerem do czerska, jak dojechać do czerska
Zamek w Czersku
Do Czerska dotarliśmy od strony Góry Kalwarii. 
czersk

Jeśli jednak zdecydowalibyście się na trasę od Warszawy przy Wiśle - jest to jak najbardziej możliwe: zaczynając od centrum Warszawy, trasa w zasadzie przez cały czas wiedzie wzdłuż Wisły, choć ostatnie kilkaset metrów, przed samym zamkiem, po przejechaniu znacznej ilości drogi może być nie lada wyzwaniem, ponieważ wiedzie prosto pod niemałą górę.
My, na wniosek mniejszości, wybraliśmy opcję powrotu promem w Gassach, przez Karczew do Otwocka na SKMkę, w której ławo przewieźć rowery.
A że prom kursuje tylko w pewnych godzinach, a w godzinach naszego powrotu był już zamknięty, pozostał nam rowerowy desant na pociąg do Otwocka
rowerem do czerska
Droga do Czerska wzdłuż Wisły
Wyglądając przez okno, mam przeczucie, że mój rower będzie musiał czekać na mnie do wiosny...

3 paź 2016

Gdańska przygoda z UBERem + kod promocyjny

Pierwszy weekend października udało mi się spędzić pod znakiem piachu, gofrów (piachu w gofrach?) i morskich kąpieli.
Korzystając z nadarzającej się okazji, w piątek wieczorem spakowaliśmy manatki, nakarmiliśmy koty, zatankowaliśmy samochód i udaliśmy się do Gdańska... bo niby dlaczego nie.
Pogoda w sobotnie popołudnie stała się iście barowa i właśnie w ten sposób postanowiliśmy je spędzić.

Jak na rasowych alkoholików przystało, po 3, 5... 7 piwie wypadało w cywilizowany sposób wrócić do domu, a że trasy gdańskiej komunikacji miejskiej są mi znane w podobnym stopniu, co ulice Szanghaju, padło na UBERa.

Dlaczego polecam UBERa?
1. Korzystanie z UBERa jest bajecznie proste. Wystarczy ściągnąć aplikację na swojego smartfona i podać numer swojej karty bankomatowej (niekoniecznie kredytowej, wystarczy taka, która obsługuje płatności elektroniczne), wklepać adres od-do... i poczekać na zgłoszenie kierowcy.
Ale dlaczego muszę podawać numer karty?
2. Ponieważ UBER nie wymaga posiadania gotówki przy sobie, aby móc skorzystać z przejazdu.
Opłata pobierana jest automatycznie z konta.
3. A ile będzie mnie to kosztować? Przed zamówieniem przejazdu, wyświetla się orientacyjna wycena przejazdu. Wiadomo, że ostateczny koszt może się różnić, w zależności od czasu/trasy przejazdu, ale myślę, że nie są to wielkie odstępstwa.

Co więcej, w aplikacji wyświetla się trasa, którą kierowca będzie pokonywać aby dotrzeć na miejsce, którą zawsze można zmodyfikować (co oczywiście może mieć wpływ na ostateczny koszt)

Sama aplikacja jest dosyć intuicyjna w obsłudze. Dużym udogodnieniem jest wyświetlanie orientacyjnego czasu oczekiwania na przyjazd kierowcy. Orientacyjnego, ponieważ w naszym przypadku 7 minut po zamówieniu przejazdu zamieniło się w 2, a kierowca czekał już przed barem.
Małym problemem jest to, że kierowcy jeżdżą prywatnymi samochodami, które nie są oznakowane w żaden sposób, ale przy zamówieniu wyświetla się zdjęcie kierowcy i marka samochodu, który będzie na nas czekać.
Czy wspominałam o tym, że dodatkowo na smartfonie można monitorować na bieżąco przebieg trasy? Czas dojazdu? A że bieżący jest również podgląd na kierowców UBERa będących w okolicy?
podgląd aplikacji UBER


Mniej więcej w tym miejscu przekonałam się, dlaczego taksówkarze nie lubią UBERa.
Ile może kosztować przejazd taksówką na dystansie ok. 30km, w taryfie nocnej, weekendowej, z (niezaplanowanym) wyjazdem za miasto?
70zł? 90zł? 120zł?
UBERem 57,75zł.(w tym 4 zł opłaty początkowej i 10zł za wyjazd poza granice miasta)

No właśnie... niezaplanowanym.. przy wpisywaniu adresu w aplikację, upewnijcie się, czy Wasz smartfon nie wie lepiej gdzie chcecie dojechać i zmieniając jedną literę, wysyła Was w kosmos.


Dzięki temu, że miałam możliwość po raz pierwszy skorzystać z UBERa, otrzymałam specjalny kod, po wpisaniu którego każdy, kto nie miał wcześniej możliwości ze skorzystania z tego typu przejazdu, dostanie bon na przejazd w wysokości 20zł. (nadpłata zostanie potrącona z kąta)
Kod jest ważny przez 3 miesiące, i dzisiaj dzielę się nim z Wami :)
Kod do UBERa należy wpisać w zakładkę "Promocje": UBFA1VS4UE


PS. Polecam również wizytę w barze Lawendowa 8 w Gdańsku z oryginalnym wystrojem rodem z PRL-u, niesamowitym klimatem, sympatycznym panem przy barze i dobrym piwem ;]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

staty