12 lip 2016

Spichlerz w Modlinie...

....czyli nie do końca legalne zwiedzanie.

Miniona niedziela upłynęła nam (w sensie mi i śmiałkom, którym chciało się ruszyć dupki) aktywnie. Nawet za bardzo aktywnie. W planach było zwiedzenie Spichlerza w Modlinie gdzie Narew łączy się z Wisłą. Plan został wykonany w 101% a skutki (ból dupki) niektórzy odczuwają do dziś.
spichlerz modlin, spichlerz nad narwią
Spichlerz nad Narwią w Modlinie (Nowy Dwór Mazowiecki)
Pomysł jak zwykle zachwycał swoją prostotą: wsiadamy w pociąg tudzież inną SKMkę i podjeżdżamy do granic miasta coby zaoszczędzić trochę czasu (i pieniędzy nie wkraczając w 2 strefę ;) ). Wszak czas jest tym, co względnie się nie wydłuża.
Pociągiem o 10:31 ruszyliśmy ze stacji PKP Warszawa Aleje Jerozolimskie. Jako że byliśmy trochę wcześniej, oczekiwanie umilały nam miejskie dzieła sztuki nowoczesnej.


- Ale jak to podrzucacie ludzkie dzieci?
A skąd je bierzecie?
- Z hurtowni.
- A hurtownia?
- Cholera wie. Pewnie jak wszystko: z Chin.

- Ale czemu właściwie pijecie w ten sposób?
- Wiesz że nie wiem. Może szybciej wali do głowy?
  
- Rentowność naszej firmy spada. Rozdawanie dzieci za darmo przestało się opłacać.
Od nowego kwartału przestawiamy się na detal.
Handel organami.
Desant odbył się na stacji Warszawa Choszczówka. O dziwo, w weekend SKMka (S3 lub S9) jeździ rzadko i nie każda dojeżdża do samego Nowego Dworu Mazowieckiego.
Ze stacji udaliśmy się na lewą stronę torów, żeby jak najwygodniej dostać się do trasy wzdłuż Wisły. Trasa okazała się być wałem.


Droga może nie należy do najprzyjemniejszych (mam na myśli wertepy i wąską ścieżkę) ale dla tych, którzy nie lubią jeździć ruchliwymi drogami stanowi pewną alternatywę.
Do samego Spichlerza będącego częścią Twierdzy Modlin, przynajmniej od strony z której my przyjechaliśmy, nie prowadzi żadne oznakowanie, ale od czego ma się nawigację? Nie, nie dało mi to do myślenia.
Ku naszemu zaskoczeniu, droga wytyczona przez GPS skończyła się obok terenu wojskowego i zamkniętego terenu "budowy". WTF?
Patrząc po śladach, prowadziły prawie legalnie przez ogrodzenie. Szybki rekonesans, i prawie bezszelestnie (tak że pewnie słyszano nas w Nowym Dworze) byliśmy w środku. po drugiej stronie ogrodzenia, ścieżka usypana była z kamieni i gruzu, po której nie tyle ciężko jechało się rowerem, co każdy kamień stanowił potencjalne zagrożenie dla ogumienia.

Z daleka budowla wygląda naprawdę imponująco...
spichlerz w modlinie
Spichlerz w Modlinie (Nowy Dwór Mazowiecki)
Spichlerz nad Narwią stanowiący część Twierdzy Modlin został zbudowany w połowie XIX wieku. Oprócz roli podstawowej jaką jest magazynowanie, spełniał również funkcję obronną, o czym mogą świadczyć mega grube ściany budynku.

Główne wejście do spichlerza zdobi portal.


...Z bliska, bardziej ruinę.
zachodnia ściana spichlerza w modlinie
rozebrana, zachodnia ściana spichlerza

środek spichlerza w modlinie, spichlerz nad narwią

spichlerz w modlinie od środka
(mury spokojnie mają ok 1-1,5m grubości)

wnętrze spichlerza w modlinie
Patrząc na stan w jakim jest spichlerz, trudno się dziwić, że jest zamknięty dla zwiedzających. W każdej chwili jakaś cegłówka (a tych jest wiele) może spaść na głowę, a tych dużo leży na ziemi, choć widać tam ślady pierwszych cywilizacji: prowizoryczne miejsce na ognisko z profesjonalnymi ławeczkami ze znalezionych desek i cegieł czy puszki po piwie.
Naprawdę szkoda, że nikt do tej pory nie zadbał o budynek i nie zaadaptował go w sposób dzięki któremu spichlerz mógłby cieszyć oko zwiedzających.



4 lip 2016

Kuchnia spotkań IKEA

kuchnia spotkań ikea warszawa
Kuchnia spotkań Warszawa
W miniony weekend miałam przyjemność uczestniczyć w projekcie "Kuchnia spotkań IKEA".
Inicjatywa baaaaardzo na plus pod względem edukacyjnym, rozrywkowym i może przede wszystkim "pijarowym" dla IKEI. ;)

Na czym polega Kuchnia spotkań IKEA?
Już tłumaczę.
IKEA udostępnia kuchnię oraz pomieszczenie wypoczynkowe (salono-jadalnię) wraz z całym osprzętem potrzebnym do gotowania: garnki, sztućce, sprzęt AGD i inna drobnica, zastawę itd. Jedyne, co trzeba zrobić, to:
a) zebrać znajomych
b) zarezerwować około 5h
c) przynieść półprodukty do przygotowania czegoś dobrego
d) ugotować i zjeść.
Wbrew pozorom, największy problem stanowił punkt a) i b) gdyż udział przypadł nam na niedzielny wieczór i większość osób miała już plany.
Kuchnie dostępne są w dwóch wersjach: 10 i 16 osobowych.
Jak w ogóle zarezerwować miejscówkę? Trzeba ją zdobyć.
Więcej szczegółów tutaj.
Nasza kuchnia wyglądała tak (zdjęcie zapożyczone z strony IKEA).
Zmieściłyśmy się tam w 7 i nie było problemów z poruszaniem się po niej. Prawie nikt się nie zdeptał ;)
kuchnia spotkań ikea
Kuchnia spotkań IKEA

Najpierw szybki rekonesans po salonach, w których przyszło nam spędzić późne popołudnie i wieczór...
w kuchni spotkań ikea

kuchnia spotkań ikea
Kuchnia spotkań Warszawa

kuchnia spotkań ikea
Kuchnia spotkań Warszawa
 kuchnia spotkań ikea

...by później, jak na prawdziwe kuchary przystało, nasze gotowanie zacząć od filiżanki dobrej kawy, którą bez problemu można było zrobić sobie w wystawionym ekspresie. Do dyspozycji była również sama kawa (herbata), cukier i mleko.
gotujemy w kuchni spotkań ikea

 Naładowane energią i kofeiną wzięłyśmy się do pracy.
Powstały takie cuda jak:

  • Zupa krem z mieszanki warzyw na ostro
  • Spaghetti all'amatriciana
  • Śliwki zboczuchy
  • Sałatka z arbuzem, serem feta, czarnymi oliwkami (bez oliwek) i czerwoną cebulą (ze względu na mój arbuzowy hejt nie było dane mi jej spróbować)
  • Tortille nadziewane szpinakiem i twarożkiem
  • Fasolka z sosem i boczkiem
  • Ciasto jabłkowe
  • i jaglane brownie.


gotujemy w kuchni spotkań ikea

gotujemy w kuchni spotkań ikea

gotujemy w kuchni spotkań ikea
Incepcja: Ikea w Ikei
 ikea kuchnia spotkań w warszawie

ikea kuchnia spotkań w warszawie


Nieprawdą jest, że gdzie kucharek 6 (7 ;) ), tam nie ma co jeść.
ikea kuchnia spotkań w warszawie

ikea kuchnia spotkań w warszawie
 Cały osprzęt (no, może poza wodą ;) ) było na wyposażeniu kuchni spotkań.
ikea kuchnia spotkań w warszawie

Misiek Stefan, mimo że nie pomagał, również się najadł. :)
ikea kuchnia spotkań warszawa
Stefan

18 cze 2016

Co mnie wkurza w rowerzystach?


Jeżdżę na rowerze. Ba, nawet sporo.
Mam też do czynienia z rowerzystami w różnym wieku, choć część z nich ma nie więcej niż 13 lat.
Również z racji zawodu chcąc-nie chcąc, muszę mieć jakieś pojęcie o przepisach (co nie oznacza, że się ze wszystkimi zgadzam).
Nawet powiem więcej - przyznaję się bez bicia, że sama nie jestem w 100% kryształowa, jeśli chodzi o przestrzeganie przepisów i jeśli zdarzy mi się jakiś złamać, przynajmniej wiem, co robię źle, choć na dobrą sprawę, to żadne usprawiedliwienie.

Ale są pewne rzeczy zachowania, które nawet mnie wyprowadzają z równowagi,
Dzisiejsza przejażdżka zmotywowała mnie do przedstawienia subiektywnego przeglądu tego, co wkurza mnie w rowerzystach.

4 rzeczy, które wkurzają mnie w rowerzystach.

1. Pan i władca ścieżki.
Może też być panią. Jedzie taki jeden (rowerzysta) obok drugiego i nie myśli aby zjechać choćby o pół metra. Pół biedy, jeśli jest w miarę szeroko, jakoś sobie dam radę, ale często się zdarza, że nie zjeżdża w ogóle, a mi pozostaje tylko trawnik/ulica/ściana... albo wzięcie roweru na plecy i powrót do domu.

2. Oglądanie się za siebie jest dla mięczaków.
Zachowanie szczególnie uciążliwe przy wyprzedzaniu, gdzie taki delikwent nagle postanowi zjechać na lewo, i potem ździwko że jednak ktoś może jechać za nim, a nawet wyprzedzać. Spojrzenie w lewo przez ramię naprawdę nie boli. Brak - może i owszem.

3. Przejeżdżanie na czerwonym świetle.
Odkąd zaczęłam jeździć bardziej regularnie na rowerze, przestałam się dziwić czemu jest tyle potrąceń rowerzystów na przejściach/przejazdach. Autentycznie czasami czuję się jak jakiś wyrzutek, bo bywam jedyną (!) osobą spośród zarówno pieszych, jak i rowerzystów, która czeka aż zapali się zielone.
I nie chodzi mi o to, że rowerzysty nie powinno w ogóle być na przejściu, bo to temat rzeka, i moim zdaniem w granicach rozsądku powinno być dopuszczalne. Tylko o rozsądek trudno.

4. Jeżdżenie ze słuchawkami na uszach.
I tu już nie chodzi o bezpieczeństwo takiego osobnika, a o zwykłą frustrację na skutek tego, że ów delikwent nie jest w stanie usłyszeć gromkiego "przepraszam"/"uwaga". W sumie, to nic nie słyszy.

Jako że wylałam swoją złość i frustrację idę się przejść na jakąś dobrą kawę.

A Was wnerwia coś szczególnie? :)

R.W.


16 cze 2016

Rowerem ze Stegny do Malborka

Długi weekend majowy, podobnie jak większość osób nam znanych, w przypływie natchnienia, postanowiliśmy spędzić poza domem.
Jako że nie opuszcza mnie faza na rower, a tym razem postanowiliśmy darować sobie południe, wybór padł na tereny nadmorskie, i pokonanie jednośladem Mierzei Wiślanej. Z Warszawy przecież to rzut beretem.
Plan jak zwykle był ambitny, ponieważ chcieliśmy zatrzymać się na Wyspie Sobieszewskiej, która stanowiłaby dobrą bazę wypadową zarówno do Gdańska, jak i dalej na wschód, ale życie (i ceny biletów pociągowych) skutecznie zweryfikowały nasze plany.
Dlatego po krótkim poszukiwaniu noclegów (nie zdążyliśmy dorobić się drugiego śpiwora, coby spędzić romantyczny weekend pod namiotem. Ani sakw.) i zapakowaniu samochodu, (bo pociąg na 2 osoby (sic!) wyszedł dużo drożej) wyjeżdżając o 4 rano, o 8 zatrzymaliśmy się w Stegnie...


... która swoją drogą również stanowi całkiem dobre miejsce wypadowe.
Po szybkim rekonesansie czasowo-finansowym, odrzuciliśmy wycieczkę na Hel (tramwaj wodny z Gdańska to 35złotych + 5 zł za rower. W jedną stronę. I jakieś 12 godzin), a nasz wybór padł na Zamek w Malborku, ponieważ połowa z nas nigdy na nim nie była, a ja zamek zwiedzałam ze 20 lat temu.

ze Stegny do Malborka

wyruszyliśmy koło 9 rano. Wujek Googiel i jego mapy wytyczyły nam 2 trasy rowerowe: jedna prowadziła wzdłuż krajowej 50, druga mniej uczęszczaną drogą.
jak dojechać rowerem do malborka trasa rowerowa
z Mierzei Wiślanej do Malborka trasa rowerowa
Tutaj można pobrać trasę rowerową ze Stegny do Malborka w formacie GPX, którą można wgrać do nawigacji.
Ze względów bezpieczeństwa, wybór padł na mniej uczęszczaną trasę. O ile wyjazd z Mierzei i samej Stegny można zaliczyć do mniej uczęszczanych podczas sezonu czy długiego weekendu właśnie.
Nawigacja w miejscowości Tujsk (:F) poprowadziła nas na lewo i wzdłuż rzeki Tugi dojechaliśmy do Nowego Dworu Gdańskiego, a stamtąd prostą, asfaltową, i rzeczywiście nie tak bardzo uczęszczaną drogą - prosto do Zamku w Malborku.
W tym miejscu mieliśmy przejechane nieco ponad 42km.
trasa rowerowa ze Stegny na zamek w Malborku
Rowerem do Malborka

Co mnie początkowo przerażało (poza perspektywą przejechania rowerem blisko 90km), to kwota za bilet na zamek w Malborku, jaką trzeba było zapłacić: 39,50zł (bilet normalny).
Jednak biorąc pod uwagę ogrom przestrzeni, utrzymanie infrastruktury, sztab ludzi pilnujących porządku oraz audioporzewodnik - moim zdaniem - jak najbardziej uzasadniona.

rowerem do Malborka
Zamek w Malborku
Wybierając się na Zamek w Malborku rowerem, trzeba się liczyć z tym, że najprawdopodobniej nie będzie się jedyną osobą, która wpadnie na podobny pomysł, więc istnieje szansa, że będzie problem z przypięciem jednośladu.
Stojaki znajdują się tuż przy kasach (trzeba wjechać na teren zamku). Problemowe jest samo przypięcie roweru, jeśli ma się U-locka - tym bardziej trzeba pokombinować. (nie wiem jaki geniusz wymyślił stojaki do których przypina się rower za koło)

Kolejki do kas są, ale idą bardzo sprawnie. Istnieje też możliwość zakup biletu przez Internet, ale trzeba się zorientować przynajmniej dzień wcześniej.

W cenie biletu jest zaoferowany przewodnik (regularny ;) ) lub audio. My wybraliśmy opcję numer 2.
zamek w Malborku
audioprzewodnik na zamku w Malborku
Audioprzewodnik na Zamku w Malborku działa na zasadzie odbiornika GPS - po wejściu w odpowiedni zasięg uruchamia się nagranie informujące o tym, co znajduje się w okolicy. Jedyny minus jaki zauważyłam, to ten, że nie ma możliwości cofnięcia się do poprzedniego pomieszczenia, jeśli przewinęło się informację o danej lokalizacji.

Na zamku w Malborku
Na zamku w Malborku

Na zamku w Malborku panny głupie panny roztropne
Malbork

zwiedzanie zamku w Malborku
średniowieczna toaleta

W cenie biletu można było również obejrzeć (czasowe?) wystawy: witrażu, malarstwa czy bursztynu. Ta ostatnia robiła niemałe wrażenie.
zwiedzanie zamku w Malborku



Na samo zwiedzanie Zamku w Malborku, trzeba przeznaczyć minimum 4 godziny!
Choć mój pan Mąż doczytał gdzieś, że wersja rozszerzona zwiedzania zajmuje około 8.
Zamek w Malborku widok, zamek w Malborku nad rzeką Nogat
Panorama Zamku w Malborku


24 kwi 2016

Sezon na krokusy

Choć sezon na krokusy w Tatrach już się zakończył (o czym może poświadczyć padający dzisiaj śnieg), to jeszcze w zeszły weekend nam udało się załapać na jego końcówkę.

Dwa lata temu po raz pierwszy wybraliśmy się na krokusy do Doliny Chochołowskiej.
Jak się okazało - za wcześnie, bo krokusów jeszcze nie było.
W tym roku - szczyt wystąpił nagle (zimno, zimno - BUM!), a w kolejnym tygodniu lało - tak już bywa, gdy człowiek do dyspozycji ma tylko weekendy.
Ciężko jest trafić na apogeum kwitnienia krokusów - w każdym roku przypada kiedy indziej. Dwa lata temu pod koniec marca krokusy wychodziły ledwo-ledwo, w tym - można było spokojnie już jechać.

Cieszę się, że do Doliny wyszliśmy przed 7 raną. Udało nam się uniknąć dzikich tłumów. Dla mnie nowością było to, że (w końcu!) ktoś pilnował, aby nie wchodzić na polanę bezpośrednio NA krokusy.






I kolejne moje odkrycie: Aby uniknąć tłumów (oprócz wychodzenia rano) można udać się w inne miejsce, nie wiem czy nie bardziej urokliwe niż sama Chochołowska ;)




I na deser:

i wczesnowiosenna Dolina Jaworzynki:

25 mar 2016

Kontrowersyjne jajka.

Zbliżająca się Wielkanoc, jak co roku, jest dobrą okazją, by Internet został zalany morzem różnej jakości grafik przedstawiających jak mądrze  świadomie wybrać jajka, które potem trafią na wielkanocny stół.
Czy powszechnie panujące przekonanie, że jajka z wolego wybiegu (od szczęśliwych kur biegających po podwórku) są bardziej wartościowe i smaczniejsze od jaj kur fermowych, jest prawdziwe? Opierając się wyłącznie na informacjach przekazywanych przez media, odpowiedź na obie części zadanego pytania brzmiałaby: tak.
Tymczasem okazuje się, że nie do końca.

 Jak się okazuje, raporty i badania dowodzą, że jajka pochodzące z ferm (zarejestrowanych i kontrolowanych) posiadają równie wysokie, jak nie wyższe wartości odżywcze od jajek kur z wolnego wybiegu.
Czy dostawca jajek jest zarejestrowany, można sprawdzić na stronie Głównego Inspektoratu Weterynaryjnego.
Jak to jest możliwe? Kury z chowu klatkowego w rejestrowanych fermach (w których nadal przetrzymywane są w klatkach bez dostępu do światła słonecznego) dostają karmę, która przechodzi szereg kontroli jakości, często jest też wzbogacany, coby kurom cierpiącym na brak światła słonecznego niczego nie zabrakło.
A hormony i inna chemia?
Fermy podlegające kontrolom weterynaryjnym nie mogą dodawać składników, które przekraczałyby wytyczone normy, wiązałoby się to z ogromnymi karami.
Nad kurami z wolnego wybiegu, od pani Zosi - takiej kontroli niestety nie ma. Trzeba mieć nadzieję, że owa pani Zosia dba najlepiej jak potrafi o swoje kury. Jednak, to czy kury żywią się trawą i robaczkami z niezanieczyszczonej ziemi - pani Zosia wpływu już nie ma.
Stąd wniosek (poparty badaniami dostępnymi w necie, a nie przez amerykańskich naukowców ;) ), że zarówno jaja fermowe jak i te od kur z wolnego wybiegu zawierają takie same składniki odżywcze, więc nie do końca prawdą jest to, że jaja "0" będą zdrowsze od "3".
Nie chcę udowadniać wyższości "zerówek" nad "trójkami", bo te ostatnie słusznie są demonizowane ze względu na to, w jaki sposób traktowane są zwierzęta, ale pod względem zdrowotnym - wybór jest kwestią etyki.

Życzę wszystkim czytającym - tylko wesołych jajek.
R.W
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

staty