11 maj 2014

Z psem na słowacką stronę Tatr

W Polskich Tatrach, jedynym miejscem, gdzie legalnie można pójść z psem, jest Dolina Chochołowska (i tylko do schroniska), która choć podlega ochronie przez TPN, to jest prywatną własnością wspólnoty 7 wsi i sobie rządzą w niej jak chcą. To, że w pozostałej części naszych Tatr został wprowadzony zakaz wprowadzania zwierząt na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego - jest oczywiste. To znaczy powinno być oczywiste, a czy jest - widać podczas "luźniejszych" weekendów, gdy na szlaki (szczególnie popołudniami, gdy kasy są już zamknięte) wytaczają się turyści płci obojga ciągnąć na smyczach przeróżnej maści i wielkości (no dobra, zazwyczaj mikrej) psy zaczepno-obronne - takie co zaczepiają, a potem trzeba je bronić.

Pies w słowackich Tatrach


Dopisek - 25.03.2016 
Jak się okazuje (dzięki za "cynk" w komentarzu ;) ) zgodnie ze zmianami, które miały miejsce już jakiś czas temu, słowackie przepisy zgodnie ustawą o ochronie przyrody i krajobrazu, zezwalają na to, by zwiedzający mogli swobodnie poruszać się z psem nawet po najwyższych partiach gór, to jest w 4. i 5. poziomie ochronny przyrody. Który poziom, to ten najwyższy? Wszystko jest oznaczone na mapce w dalszej części posta.
Swobodnie, to znaczy, że TANAP nie będzie ścigał czworonoga i jego właściciela, o ile ten pierwszy będzie na smyczy i w kagańcu, a poruszanie się będzie odbywać się wyłącznie po oznakowanych szlakach oraz w czasie, gdy szlak nie jest objęty sezonowym zamknięciem ze względu na rozmnażanie się niedźwiedzi i innych zwierzów.

A czy brać psa na spacer w najwyższe partie gór? Moim zdaniem nie - mam na myśli te psy, które w górach bywają raz do roku. Dla psa jest to ogromny wysiłek. Pies narażony jest, podobnie jak człowiek, na urazy i kontuzje, ale o ile człowiek sam decyduje się na siniaki i otarcia, pies na to nie ma większego wpływu. Co dla nas jest przyjemnością - dla zwierząt, nie zawsze.


Nie mam pojęcia kiedy i skąd, w Internet poszła fama, jakoby u naszych południowych sąsiadów, TANAP (odpowiednik TPN) wydał nieograniczone przyzwolenie na wprowadzanie psów i innych zwierząt (ekhm, spróbujcie kazać kotu chodzić po górach) na teren parku.
Bezyyydura!

Owszem, istnieje pewna ograniczona możliwość wprowadzenia zwierza w górskie klimaty, ale absolutnie przekonanie, że z Reksiem czy innym Azorem, od strony Słowackiej można legalnie wejść na Rysy tudzież zapuścić się w inne (dowolne) rejony Tatr, jest co najmniej naiwne. Chyba że ma się na tyle wypchany portfel, że widmo mandatu zwisa koło dziury.

To jak w końcu jest z tym psem na Słowacji?

Za regulaminem TANAP-u
Na území národného parku môžu návštevníci vodit´ psy len s ochranným košom a vodiacim remeňom. V chránených územiach so štvrtým a piatym stupňom ochrany platí zákaz volného púštania, vodenia a nosenia psov.
Jasne? To już wyjaśniam: ni mniej, ni więcej chodzi o to, że jeśli ktoś się decyduje na chodzenie po słowackich Tatrach z czworonogiem, to po pierwsze:

  • powinien być w kagańcu (pies, nie właściciel chociaż niektórym by też to się przydało
  • i na smyczy (jak wyżej)
i po drugie:
  • absolutnie nie powinien mieć prawa (a tym bardziej samemu sobie je nadać) i wychodzić poza III poziom ochrony przyrody.

Słowacja podzieliła Tatry na poziomy ochrony przyrody

Jest ich pięć.
Czwarty i piąty - są poziomami najwyższymi - i właśnie na tych dwóch obszarach zabieranie Azora na spacer - jest zabronione.

Poniżej zamieszczam mapkę (pobraną ze strony TANAP-u).
kolor żółty - II stopień
kolor zielony - III stopień
kolor niebieski - IV stopień
kolor różowy - V stopień
o fioletowym nic nie doczytałam
Wszystko ładnie, pięknie, ale mogliby się postarać o lepszą rozdzielczość zdjęcia :F
z psem na słowację, pies, Tatry, mapa
Poziomy ochrony przyrody na Słowacji
Jak widać na załączonym obrazku - o ile jeszcze chodzi o Tatry Zachodnie - Słowacy nie mają nic przeciwko psom, to im dalej na wschód, w Tatry wysokie - tym gorzej dla czworonogów.

Czy słusznie?
Na ten temat można by dyskutować bardzo długo, ale chyba nie w tym odcinku :)

Słowo na zakończenie: idąc na Krywań, spotkałam tylko jedną parę z psem. Z Polski. [miejsce na refleksję]


Ciocia dobra rada: Słowacy są bardziej restrykcyjni jeśli chodzi o przestrzeganie przepisów.


1 maj 2014

Ser z owcy

A jak ser z owcy to tylko oscypek. Tak, wbrew pozorom będzie to post o oscypku właśnie.

owca, podhale, zakopane, tatry
portret owcy
Sezon grillowania - narodowego sportu Polaków - czas zacząć. A skoro grillowanie, to i migracja. A skoro migracja to też wyjazdy majówkowe między innymi - do i w pobliże Zakopanego. Zastanawiam się tylko po co o tej porze roku, bo na dłuższą metę jeden deptak z miliardem ludzi, to trochę mało jeśli chodzi o mój gust. Bo lansować mogę się i na Marszałkowskiej w południe. Ale mniejsza o większość. 

To, nad czym chciałam się dzisiaj poznęcać, to oscypek - ser wyrabiany w kilku gminach na południu Polski.
I nigdzie indziej. A jeśli ktoś próbuje wmówić, że jest inaczej - kłamie.
Do napisania tego posta skłoniła mnie co prawda dosyć dawna "rozmowa" z przesympatycznym panem sprzedającym chińskie badziewie udające dobra luksusowe z Podhala w jednym z centrów handlowych, ale powracająca do mnie za każdym razem, kiedy nabiorę ochoty na ów ser. "Rozmowa", bo gdyby nie telefon od koleżanki, ogryzłabym mu ten głupi uśmiech.
Z przeogromnym bananem na twarzy przemiły pan żarliwie próbował namówić mnie na zakup przeprawdziwego serka górskiego. Tak, tak, oryginalny oscypek, psze pani.

Ta, jasne. W marcu?
I wszyscy wyjeżdżający na Podhale podczas majówkowego szaleństwa, narażeni są na atak przemiłych pań i panów sprzedających serki górskie.




Fakt nr 1



 "Prawdziwy" oscypek dostępny będzie tylko w sezonie od maja do października, co ściśle związane jest z wypasem owiec na halach. Ni ma trawy = ni ma dobrego mleka. Proste? Proste. To gatunki traw, które zjadane są przez owce nadają serowi za każdym razem odrobinę inny smak.
Jeśli ktoś stoi przed ogromną tacą wyładowaną prawdziwymi oscypkami w środku zimy - kłamie.
Jeśli ktoś stoi przed ogromną tacą wyładowaną świeżymi prawdziwymi oscypkami, stojąc 50m od plaży (czy w centrum handlowym w środku kraju) i jest zima - kłamie do kwadratu.
Jeśli ktoś spełnia powyższe warunki, do tego na pytanie skąd w zimie wziął mleko "z owcy" odpowiada [uwaga] "no trochę zostało" - albo próbuje zrobić ze mnie debila, albo z siebie. Jeśli to drugie, to mam nadzieję, że chociaż mu za to nieźle płacą.

źródło zdjęcia: wikipedia.pl

Fakt nr 2


Prawdziwych oscypków już nie ma. Podobnie jak prawdziwych górali. I to nie moje słowa, ale pani góralki sprzedającej nie-prawdziwe oscypki. Te powszechnie sprzedawane, to mieszanka mleka owczego z krowim. Ale nigdy z samego krowiego. Zwykłe, wędzone, grillowane, z żurawiną - do wyboru, do koloru.

owca, tatry, zakopane
owce mają wy*ebane

Fakt nr 3


Wszelkiego rodzaju serki górskie, serki góralskie, scypki i inne "formy" oscypka, to nic innego, jak podrabiany ser, wyrabiany bez licencji nie mający z oscypkiem nic wspólnego - może oprócz kształtu. Bodajże od 2007 roku, UE zastrzegła nazwę "oscypek" dla produktów wyrabianych tradycyjnie - w odpowiedni sposób, w odpowiednich warunkach. Aby mieć pewność, że oscypek jest oscypkiem, warto iść szlakiem oscypkowym: kupować w bacówkach oznaczonych specjalną tabliczką (której nie mam sfotografowanej).

Fakt nr 4 - i może najważniejszy


Najlepsze oscypki są na Rusinowej Polanie ;)

oscypki, rusinowa polana, szlak oscypkowy, podhalel
oscypki z Rusinowej

A ile kalorii ma oscypek? 

Dobre pytanie :D jak na ser i dużo i mało. W 100 gramach oscypek ma około 380 kilokalorii. Najmniejszy sprzedawany waży 30 gram. 
Ja sobie nie odmawiam tej przyjemności ;)


P.S. Wesołego Święta Pracy ;)

17 kwi 2014

Upiecz sobie chleb na zakwasie

Chcąc zmienić na lepsze swoje nawyki żywieniowe (bo gorzej już być nie może), jakiś czas temu, przerzuciłam się na razowe pieczywo.
A żem ambitna bestia (i skromna) - czemuż by nie upiec swojego własnego chleba - pomyślałam. Biorąc pod uwagę wszechogarniający trend promujący wszystko co fit, eko, i cholera jedna wie co jeszcze, a także stosunkowo łatwy dostęp do ekofit-składników - nie może to być AŻ tak trudne, i takie kulinarne beztalencie jak ja, musi sobie dać radę z upieczeniem chleba.
I dałam!
Największym problemem, przez który nie zdecydowałam się wcześniej na pieczenie własnego chleba bez drożdży było zrobienie zakwasu/zaczynu. Przekopując się przez Internety, czytałam wielostronicowe etapy przygotowywania zakwasu na chleb, aż się odechciało. W Internecie jest naprawdę multum instrukcji, jak stworzyć sobie zakwasowego potworka.
I nagle, jak manna z nieba spadł na mnie zamknięty w słoiczku piękny, pachnący drożdżami zaczyn. To już drugie moje podejście, to co sobie zostawiłam na kolejny bochenek, może było ciut za gęste - ale najważniejsze, że działało. ;)

zakwas na chleb, zaczyn na chleb, chleb na zakwasie, chleb domowy

Chleb najlepiej wyrabiać jest w piątek lub w sobotę wieczorem, ponieważ trzeba odczekać trochę (najlepiej przespać ten czas), aby ciasto wyrosło. 

Ale jak to zrobić?

Poniższe składniki wystarczą na przygotowanie 3 bochenków chleba (3 formy jednorazowe). 
Ja - zmniejszyłam ilość użytych składników o połowę - idealna na około 30-to centymetrową formę do pieczenia. Z braku otrębów (otrąb?) pszennych - dodałam owsiane.

zakwas na chleb, zaczyn na chleb, chleb na zakwasie, chleb domowy

Kup sobie:

  • 1 kg mąki szymanowskiej
  • 1/2 kg mąki żytniej razowej
  • 1 szkl. płatków owsianych
  • 1 szkl. otrąb pszennych
  • 1/2 szkl. siemienia lnianego (krok przeze mnie pominięty, ze względu na rewelacje żołądkowe)
  • 1/2 szkl. pestek słonecznika
  • 1-2 łyżki soli
  • zakwas/zaczyn (nie mam pojęcia czy jest między nimi jakaś różnica)
  • 1,5l ciepłej wody (porządnie ciepłej, ale nie gorącej, aby można było wyrobić chleb rękami 
Oczywiście opcjonalnie do chleba można dodać pestki dyni, żurawinę, orzechy - do wyboru, do koloru i według własnego uznania.
zakwas na chleb, zaczyn na chleb, chleb na zakwasie, chleb domowy
woda i sól
zakwas na chleb, zaczyn na chleb, chleb na zakwasie, chleb domowy
mąka pszenna, żytnia razowa, płatki owsiane, otręby owsiane, pestki słonecznika


Zrób sobie:


ciasto przed i po wyrośnięciu
  1. Zanim zaczniesz robić cokolwiek, upewnij się, że kotów, ani innych żyjątek, nie ma w pobliżu.
  2. Wygoń kota z kuchni.
  3. W dużej misce połącz wszystkie składniki. Kolejność ich dodawania chyba nie ma znaczenia ;)
  4. Wyrobione ciasto przełóż do brytfanek (chyba że masz jedną dużą)
  5. Ogarnij się, i przełóż około 4 czubate łyżki zakwasu do słoika, aby mieć z czego zrobić kolejny chleb.
  6. Rzuć kota ścierą, bo nie daje się wygonić z kuchni i żebrze pod nogami.
  7. Zamknij drzwi od kuchni, aby kot nie wchodził. (Shit! Nie mam drzwi.)
  8. Odstaw ciasto (w miejscu niedostępnym dla kotów) i poczekaj 7 godzin aż wyrośnie.
  9. Nie, nie musisz patrzeć jak rośnie.
  10. Po wyrośnięciu posmaruj wierzch chleba olejem (nie polecam) albo żółtkiem jaja wymieszanego z odrobiną oleju (polecam)
  11. Włóż ciasto do nagrzanego piekarnika.
  12. Piecz w temperaturze 180' przez około 60 minut - nie trzymaj się tego punktu zbyt rygorystycznie, bo może okazać się, że zamiast razowca wyjdzie suchar.
zakwas na chleb, zaczyn na chleb, chleb na zakwasie, chleb domowy
chlebuś

Po upieczeniu chleb bardzo dobrze wychodzi z formy.

zakwas na chleb, zaczyn na chleb, chleb na zakwasie, chleb domowy
Domowy chleb razowy na zakwasie

8 kwi 2014

Polowanie na krokusy

Po czym poznać, że wiosna zbliża się wielkimi krokami?


Jest cieplej. To fakt.
Koty ganiają się i wyją pod oknami. No też się zgadza. Ponadto zwiększyłam częstotliwość odkurzania przy jednym sierściuchu do 3 razy dziennie.

Ale jeszcze jednym symptomem wiosny jest wyczekiwany przez wielu, podobnych do mnie ;) komunikat "Na Polanie Chochołowskiej pomału zaczynają pojawiać się krokusy".

W zasadzie post ten powinnam napisać ze 2 tygodnie temu, bom narwana, i w obawie przed załamaniem pogody bądź innymi czynnikami na które wpływu mogę nie mieć, nie wytrzymałam do kwietnia. No trudno.

krokusy w dolinie chochołowskiej, krokusy na kalatówkach


Pierwszym podstawowym problemem, z którym spotyka się człowiek, któremu marzą się krokusy w Tatrach jest: data.

krokusy w dolinie chochołowskiej, krokusy na kalatówkach

No właśnie. Kiedy jechać w Tatry na krokusy? 

Nikt nie jest w stanie podać konkretnego terminu, który byłaby najlepszy, by ujrzeć fioletowy dywan z krokusów. W jednym roku może być to koniec marca. W drugim - połowa kwietnia. W trzecim - długi weekend majowy. Nie ma reguły. Wytrwałym i desperatom pozostaje oglądanie komunikatów pogody, obserwowanie postów na forach tematycznych tudzież fejsbuczku, zaglądnie na stronę schroniska w Chochołowskiej, albo obdzwanianie znajomych górali po najświeższe informacje. Emocje jak podczas gry w bingo. Prawie jak wyczekiwanie pierwszej gwiazdki.
Oczywiście można też jechać "na przypał", lecz jest to sposób najbardziej czasochłonny i kosztowny, i pomimo, że sama nie miałabym nic przeciwko tej metodzie - nie polecam ze względów oczywistych.

A gdzie te krokusy?

Z całą pewnością najbardziej rozsławione są krokusy na Polanie Chochołowskiej. Nie bez przyczyny - ośnieżone szczyty Tatr Zachodnich, krokusy na tle Kominiarskiego Wierchu, szałasy... ehh ahh i cukierki.
...i tylko te dzikie tłumy, sprawiają, że przyjemny weekendowy spacer zamienia się w slalom między stonką i dzieciakami. No trudno. W tym momencie jestem jedną z nich.
Albo wyjdę w dolinę trochę wcześniej.

krokusy, dolina chochołowska, kalatówki, tatry, kiedy na krokusy

krokusy, dolina chochołowska, kalatówki, tatry, gdzie na krokusy

Tylko Chochołowska?

No nie. Podobno, bo samej jeszcze nie dane mi było sprawdzić doświadczalnie, krokusy upolować można na Kalatówkach, Rusinowej Polanie czy Olczyskiej. Podobno.

krokusy, dolina chochołowska, kalatówki, tatry, kiedy na krokusy


Jedno jest pewne:

naładuj baterię w aparacie przed wyjazdem.


krokusy, dolina chochołowska, tatry, gdzie na krokusy

26 mar 2014

Halny, czyli na wierchach wieje wiatr

Niezły prezent bożonarodzeniowy zostawiła Matka Natura u podnóża Tatr.
Kto miał szansę po 25 grudnia zeszłego roku, udać się chociażby do Doliny Chochołowskiej, czy Kościeliskiej, przekonał się, że żadne z tych miejsc i okolic nie będzie prędko (jeśli w ogóle) wyglądać tak samo.
A wszystko to za sprawą halnego, który przetoczył się przez Podhale, powalając ogrom lasu.

W miniony weekend, sama miałam nie(?)wątpliwą przyjemność udać się pod Tatry w poszukiwaniu krokusów (o tym później, buduję napięcie ;) ).
Niewątpliwą, ponieważ będąc we wcześniejszym życiu kozicą czy innym świstakiem, przez swoje nieogarnięcie(?), los pokarał mnie zsyłką na niziny, i pod Tatrami bywam okazjonalnie. Wątpliwą, ponieważ przekraczając bramę Tatrzańskiego Parku Narodowego, nie poznałam miejsc, które tak dobrze, wydawało mi się, że znam.

Z powodu usuwania wiatrołomów, do odwołania, zamknięte są następujące szlaki (info z tpn.pl):Hala Gąsienicowa - Rówień WaksmundzkaHala Gąsienicowa - Krzyżne - Dol. Pięciu StawówŚcieżka nad Reglami na odcinku Dol. Kościeliska - Dol. ChochołowskaDolina LejowaZ Doliny Kościeliskiej na Polanę StołyZe względu na prowadzone prace leśne, w dniach od poniedziałku do  piątku zamknięty jest zielony szlak turystyczny Kuźnice - Kasprowy Wierch. 

Da się poznać te miejsca? (przejście zdjęcia w gifie wynosi około 4 sekund)

Dolina chochołowska po przejściu halnego 2013
Dolina Chochołowska przed i po przejściu halnego
Dolina chochołowska po przejściu halnego 2013
Dolina Chochołowska - zdjęcie
Dolina Kościeliska po przejściu halnego 2013
Dolina Kościeliska
Dolina Kościeliska po przejściu halnego 2013
Dolina Kościeliska
Dolina Kościeliska po przejściu halnego 2013

Dolina Kościeliska po przejściu halnego 2013
Dolina Kościeliska - wejście na Ścieżkę nad Reglami

Rewitalizacja tych terenów polegać będzie na sadzeniu lasów mieszanych. Obsadzanie przez człowieka terenów monokulturą świerkową nie jest w zgodzie z naturą i powoduje, że drzewa te, z powodu płytkiej bryły korzeniowej, łatwo padają pod naporem silnego wiatru.
W tej chwili ciągle trwają prace nad usunięciem wiatrołomów, które są dobrą pożywką dla kornika, atakującego zdrowe, niepowalone drzewa.

Co prawda krajobraz był mniej apokaliptyczny niż u naszych południowych sąsiadów, gdy huragan (bo halnym to to nie było) niemal 10 lat temu, na odcinku o długości ok. 60 km i szerokości 10, w kilka godzin wykosił las stanowiący 90% rocznego wyrębu drzewa na Słowacji.
Kiedy zostało zrobione te zdjęcie, po 7 latach od przejścia huraganu, Droga Wolności (droga prowadząca od Łysej Polany do Strbskiego Plesa, tu w okolicy Tatrzańskiej Łomnicy) powoli dochodzi do siebie. Trudno uwierzyć, że rósł tam gęsty, świerkowy las.
Droga wolności, Słowacja, Tatry Wysokie, Łomnica
Droga Wolności - Słowacja
Niestety podczas tego krótkiego wypadu, nie udało nam się przejść do Morskiego Oka, gdzie halny również mocno dał o sobie znać.

krótki dokument TPN:



P.S. Wjazd na teren TPN znowu podrożał.
Za to, że człowiek chce się umęczyć wchodząc pod górę, złapać dźwiedzia, przy okazji dołoży cegiełkę na utrzymanie ścieżek we względnym stanie używalności, dla studentów i nie-studentów, bilet kosztuje odpowiednio 2,5zł i 5zł.

p.s krokusy następnym razem ;)

18 mar 2014

Krywań

post z dedykacją dla Magdy ;)

Parę słów na rozruch.

W ubiegłym roku, odważyłam się zapuścić tuż za polską granicę, coby zdobyć choć jeden ze słowackich szczytów.
Padło na Krywań.
Dlaczego? Bo blisko, łatwo i wysoko.

Krywań, to ta intrygująca góra, która znacząco hmm... wyróżnia się na panoramie widzianej na południe z niemal każdego miejsca na Czerwonych Wierchach.
Krywań
Krywań

Parking i cena

Co oczywiste, z Zakopanego jechaliśmy przez Łysą Polanę, przez Smokovce, aby w Szczyrbskim Plesie, po godzinie kręcenia się i zawracania, wylądować na pobliskim, ale ukrytym w krzakach parkingu, od którego wychodzi zielony szlak.
Miły pan (pozdrawiamy pana) z uśmiechem na ustach pokazał nam gdzie mamy się zaparkować, również z uśmiechem skasował nas na 4,7€ za dzień parkowania (nie pozdrawiamy).

Dlaczego zdecydowaliśmy wyruszyć z tego miejsca?
Bo zaintrygowały mnie Trzy Studniczki (Trzy Źródła). Ku mojej nie-radości owe 'studniczki' okazały się być chatkami z błota i słomy drewnianymi. Coś jeszcze? Zupełnie nic.




Droga bez męki

Krywań, szlak na Krywań, Tatry Słowackie Krywań
wejście na Krywań
Pomijam fakt, że świeżo upieczony pan mąż po 15 minutach drogi, oznajmił mi, że dalej nie idzie (nawet z lasu nie wyszliśmy) bo go w d... nodze strzyka, i tego lata po raz ostatni żar lał się z nieba, a mi nie miał kto plecaka nieść. W efekcie polazłam sama.
Na samym początku trasy nie występują żadne trudności i nieudogodnienia, pomimo tego, że od naszej strony góra prezentuje się dosyć interesująco. Może poza głośnymi grupkami ludzi (ach ta starość) i żaru, całkiem dobrze szło się po schodach. Aż do momentu łączenia się szlaków - zielonego, którym szłam ja i niebieskiego - wychodzącego ze Strbskiego Plesa.
Krywań, szlak na Krywań, Tatry Słowackie Krywań
Krywań

W tym miejscu zaczynają się schody - to znaczy zaczynałyby się, gdyby ktoś je tam ułożył. Trasa zmienia się na dosyć stromą i sypką, dodając tłumy ludzi, zaczęłam zastanawiać się, czy pan mąż czekający w samochodzie nie zostanie szybko wesołym wdowcem. Taki stan rzeczy i trasy utrzymywał się do samego wierzchołka, gdzie oprócz nóg i głowy, przydawały się też ręce.
Byłam pod ogromnym wrażeniem, maksymalnie pięcioletniego chłopca, który całą trasę do wierzchołka - nawet na trudniejszych odcinkach (na Krywaniu człek narażony jest na pewną ekspozycję przy końcowym odcinku) pokonał na własnych nogach/rękach asekurowany przez obojga rodziców.
Krywań, szlak na Krywań, Tatry Słowackie Krywań
Szlak na Krywań

Szczytowanie

Niestety na szczycie sama nie byłam ;)
W odróżnieniu do Kościelca, Świnicy, Koziego Wierchu czy innych naszych dwutysięczników, nie przychodzi mi żaden na myśl, który wierzchołek miałby tak rozległy i pojemny jak Krywań, dlatego ludzi było bardzo wielu, ciągła rotacja.
Nie potrafię w tym momencie wymienić innego (znanego mi) szczytu z którego panorama była tak rozległa - od Tatr Zachodnich, po Wysokie. 360'. Jak patyczak.

Panorama z Krywnania, Widok z Krywania, Krywań Słowackie Tatry
Panorama z Krywania na Orlą Perć
Panorama z Krywnania, Widok z Krywania, Krywań Słowackie Tatry
Panorama z Krywania na Tatry Wysokie
Moje umiejętności fotograficzne po kilku godzinach dźwigania plecaka (zaczęłam doceniać aspekt posiadania pana męża) osiągnęły poziom -1, więc na zdjęciach mam tylko to: (pretekst, aby znowu wejść na Krywań)
na szczycie Krywania, krzyż na Krywaniu
na szczycie Krywania

Zejście

Jak wlazłam, to i zejść muszę (tak mi któregoś razu pan z TOPR powiedział). Ciężko pod szczytem - kolana wysiadają, ekspozycja (?), ludzie napierają, schodzą, słońce świeci - same niedogodności.
Znaków na szlaku - brak, dlatego zagalopowując się zbytnio idąc ku rozstajowi pod Krywaniem, gdzie łączą się szlaki, musiałam zawrócić. Gdyby nie moja super orientacja wylazłabym pewnie za dwie godziny, w połowie niebieskiego, chcąc iść zielonym szlakiem. Tak wracałam tylko 10 minut.

Całość wycieczki - ze wszystkimi ochami i achami - jakieś 8-9 godzin.

Małż w samochodzie. Nie umarł z głodu.


Moje konkluzje z wyprawy na Krywań:

- słońce świeci z dziwnej strony (mam je za plecami, gdy wchodzę)
- szlaki są dużo słabiej oznakowane, więc można się zgubić
- jest czyściej na szlakach
- nawet na tak popularnej trasie, pomimo dużej ilości turystów, wydawało mi się, że jest o wiele mniej ludzi niż po polskiej stronie (sierpień), ale i tak można się zgubić
- u Słowaków równie trudno jest ustrzelić świstaka (skubaniec schował się zanim zdążyłam pomyśleć, aby zrobić mu zdjęcie), 
- ale lata tyle samo much
- parkingowi są bardziej mili
- roaming działa, co i tak nie zmienia faktu, że można jak się człowiek zgubi to kaplica
- choćbym się ze*rała, to i tak nie zrozumiem Słowaków ;) więc jak się zgubie, i tak mam prze*rane. :D

11 lis 2013

Tak się zgina

dziób pingwina.
źródło: memy.pl
Ale nie o pingwina i jego dziób chodzi.

Tym razem przyczepię się o zaginanie kartek w książkach. 
Nożeszkurde! Pozaginane kartki w książce naprawdę nie wyglądają fajnie. Szczególnie jeśli są to MOJE książki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

staty