29 mar 2013

Suknię ślubną tanio oddam

A właśnie że nie.
Szukając swojej pięknej najpiękniejszej kiecki ślubnej, na ten podobno najpiękniejszy dzień w życiu.... chociaż, nie, stop!
Nie wiem czy coś zdoła przebić comiesięczny przypływ gotówki, szczególnie gdy od połowy miesiąca wieje biedą... albo dzień, gdy w godzinach mocno popołudniowych, przeszedłszy jakieś 30 kilometrów i mając niewiele mniej do domu, sterczałam z jeszcze-nie-półmężem na szczycie jakiejś góry (dobra, nie jakiejś tylko Wołowca) zmęczona jak cholera, ale przeszczęśliwa, bo otaczający widok, brak ludzi i głęboka cisza działał kojąco (dziwne słowo) na moje Chi.
Ale do rzeczy.
Więc przeglądając oferty przedstawiające różne modele sukien ślubnych, nie umknęły mojej uwadze pewne 'perły' i 'perełki'.

Od razu uprzedzę ewentualnych hejterów, iż nie mam zamiaru się z nikogo nabijać, tylko hmmm... przedstawić w jaki sposób nie należy wystawiać sukni na portalu aukcyjnym. Ani nigdzie indziej. ;)

Na pierwszy ognień pójdzie zdjęcie zatytułowane "Find Wally". Rozumiem że im mniej miejsca, tym więcej bibelotów, ale ludzie, trochę estetyki jeszcze nikogo nie zabiło.
Poniższy obrazek zamiast reklamowania sukni, równie dobrze może posłużyć do zabawy w znajdywanie rzeczy na literę "d", "k", "s" i każdą inną.

źródło: allegro.pl

Jedziemy dalej.
Poniższy opis wywołał u mnie zdrowe atak śmiechawki. Dlaczego? Może oceńcie sami, bo ja pewnie mam dziwne poczucie humoru.
źródło: allegro.pl
opis z zachowaniem pisowni oryginalnej:

"WITAM MAM DO SPRZEDANIA SUKNIE rozmiar 38 pasować będzie na 36 również!
 Suknia szyta  u mojego przyjaciela projektanta specjalnie na moje życzenie. Uszyłam Ją za 1600zł
  JEDYNA TAKA ORGINALNA JEDYNA W SWOIM RODZAJU I NIEPOWTARZALNA DLA ODWAŻNEJ PANNY MŁODEJ
 
Niestety nie mogłam jej ubrać na własne wesele ponieważ niespodziewanie przed własnym weselem zaszłam w ciążę ... :)))
 SUKIENKE MIAŁAM NA SOBIE TYLKO W DOMU BYŁA NIE UŻYWANA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 
SUKNIA JEST W KOLORZE CZYSTEJ BIELI , FASON SYRENKA GÓRA ZDOBIONA KRYSZTAŁKAMI ORAZ KORONKA I PEREŁKAMI . Z TYŁU SUKNIA WIĄZANA i na suwaczek DOSTOSOWUJE SIE DO CIAŁA JAK GORSET !
 SUKNIA JEST WRĘCZ ARCYDZIEŁEM  POLECAM JESTEM OSOBA KTÓRA CENI KLASE I PIEKNY WYGLĄD ...TA SUKNIA TO GWARANTUJE POCZUJESZ SIĘ W NIEJ OBIECUJE,ŻE WYJATKOWO W TYM NAJWAŻNIEJSZYM DNIU W NASZYM ZYCIU, A MAŻ WRĘCZ  OSZALEJE!:)

Suknia jest odpowiednia dla osoby szczupłej , miseczka B pięknie podkreśla piersi  ...(wzrost 168-176cm) (moja waga 50-65 ) (mój wzrost 173cm a waga 60kg ) JEST BARDZO WYGODNA NIE DAJE DYSKONFORTU."
 Pominę cud niespodziewanego zajścia w ciążę przed weselem (a to ci niespodzianka kiedy się seks uprawia), ale pani oprócz klasy i pięknego wyglądu, powinna też cenić słownik języka polskiego.
Zdjęcie również jest jednym z niewielu, które jako-tako przedstawiało wygląd kiecki.

Zostając na moment w temacie ciążowym, zaliczyłam delikatnego karpia, odnajdując miejsce w internecie, w którym roi się aż od białych ciążowych sukien ślubnych.




Na koniec treść aukcji, która wbrew temu, co mogłoby się wydawać, wcale nie jest rzadkością:
Suknia wystawiona w kategorii "nowa".
"Suknię miałam założoną tylko raz, dlatego wystawiam jako nową,pięknie się prezentuje ,szyta na miarę, sznurowana z tyłu więc bez problemu gorset można regulować.Suknia nie jest zniszczona, idealnie pasuje na Panią z rozmiarem 34 jak również dzięki regulacji także na rozmiar 36.
(...) 
Suknia po praniu chemicznym, bez żadnych śladów użytkowania."

A teraz pozwolę się zająć się czymś bardziej pożytecznym, nie wiem, pozbijam bąki albo poskładam pranie.

26 mar 2013

Ślub w technikolorze


A chodzi o buty.
Zaprawdę nie miałam zielonego pojęcia, że kolor butów na ślubie może powodować tyle emocji.

Sama nie wyobrażam sobie siebie zaiwaniającej do ołtarza w białych butach, pomijając fakt, iż w ogóle nie wyobrażam sobie siebie zaiwaniającej do ołtarza. Ale o tym już pisałam, podejrzewam, że nie raz.

Białe buty wywołują u mnie odruch wymiotny, choć nie wiem czy to ze względu na nerwy, [rym częstochowski] czy nadmiar białości doprowadzający do mdłości. [/rym częstochowski]
Ponadto są cholernie niepraktyczne, więc będąc w przymusie wydania nie małej kwoty na kiecę, nie będę wydawać kolejnej (co prawda trochę mniejszej), na coś co założę raz. Góra dwa. Moooże trzy.
Najwyżej, kiedy będzie już 'po', wystawę je na jakimś allegro jako nieużywane (o tym za niedługo ;) ) wszak użyję ich tylko raz.
I nie, nie kierują mną intencję pod tytułem: ale będzie jazda założyć do roboty buty, które miałam na ślubie i będę się tym chwalić i wspominać, aż wszystkim będzie się wylewać tęcza uszami.

W każdym razie, ku rozpaczy bardziej tradycyjnej części mojej rodziny i nie tylko, postanowiłam zainwestować w kolor. I to nie byle jaki.
W poszukiwaniu tego najodpowiedniejszego, przejrzałam wszystkie możliwe strony www z butami maści wszelakiej. Przeszłam Złote, Srebrne i Zielone Tarasy (miejsce wagarów warszawskiej, bananowej młodzieży) wzdłuż i wszerz.
Aż w końcu, w akcie desperacji udałam się na bazar, gdzie u chińczyka, który nie chciał się targować, ujrzałam TE. (ciii.... nikomu ani słowa o ich pochodzeniu!)
kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub, różowe buty ślubne, różowe buty na ślub

Brałam jeszcze pod uwagę, buty dostępne w najnowszej kolekcji H&M, jednak przy oględzinom 'na żywo', okazało się, że ten piękny róż, nie jest tak piękny, tylko przypomina kolor majtek. Co prawda modnych majtek, ale nadal to majtki.
różowe buty H&M, kolorowe buty ślubne
źródło: H&M


Dalszej inspiracji uległam zdjęciom podesłanym przez koleżankę.

Wszystkie zdjęcia poniżej pochodzą ze strony www.sarahyatesblog.com/

kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub
źrodło: www.sarahyatesblog.com, Sarah Yates 

kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub
źrodło: www.sarahyatesblog.com, Sarah Yates 
kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub
źrodło: www.sarahyatesblog.com, Sarah Yates 
kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub
źródło: www.sarahyatesblog.com

kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub
źrodło: www.sarahyatesblog.com, Sarah Yates
Albo takie:
kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub
źródło: http://www.birdsofafeatherphoto.com, Jen Lauren Grant

Przeglądając internet, natknęłam się na takie zdjęcia ślubne z butami, pomimo najszczerszych chęci, nie udało mi się znaleźć autorów zdjęć.
kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub
źródło: internet
 
kolorowe buty ślubne, kolorowe buty na ślub
źródło: internet





6 mar 2013

Gdzie (nie) zjeść w Zakopcu

Przydługi wstęp:
Sezon się zbliża wielkimi krokami.
Na jego cześć trzy razy radosne hip-hip, hura.

A po czym poznaję?
Niee... nie po tym, że o 17 jest względnie widno.
Nie po tym, że gdy zajwaniam do fabryki, to ćwierkają ptaki. Lub białe myszy.
Również nie po tym, że w fabryce zaczyna się coroczne s*anie związane z
a) egzaminami
b) organizacją festynów
c) tudzież innych wycieczek
d) porządkowaniem papierologii
e) nadganianiem materiału
f) i innymi pierdołami, na ogarnięcie których, w ciągu pozostałych 7 miesięcy nikt nie miał czasu.

ale właśnie po tym, że zaczyna mnie skręcać, a niedosyt obcowania z mchami i skalnymi porostami wywołany zimą, rzuca mną o mapę, każąc planować, planować, i jeszcze raz planować. Ku "uciesze" jużzacałkiemniedługo pana męża.

jeszcze trochę wstępu i sedno:
Jako żem człowiek, który nie może przełamać swoich burżujskich wymagań dotyczących potrzeby posiadania przypokojalnego przybytku prysznicem (5xp) zwanym, pomimo spędzania znacznej części dnia ponad pewnym poziomem, czasem musi też zjeść, udając się do knajp i knajpeczek, bo pizza dnia piątego, odgrzana w piekarniku nie jest tym, co normalny żołądek będzie tolerował. Więc planowanie przeplata się również ze wspominkami dotyczących mniej lub bardziej trafnego wyboru miejsc popasu.

Będąc również człowiekiem średnio-obeznanym w mapie knajp miasta Zakopane udało mi się trafić tam, gdzie jak i mój żołądek, Luby i jego portfel, trafić nie powinien:

Restauracja Watra Zakopane.
Pierwszy raz miałam nie-przyjemność udać się do Watry wraz z koleżanką, jeszcze uczennicą LO będąc. Czyli jakieś 174 lata temu.
Jedzenie nawet dobre, całkiem duże porcje, ceny podobne do porcji, ale raz na jakiś czas, nikogo nie zabiło.
Pomijając granie na czekanie w godzinach wieczornych w wykonaniu kapeli góralskiej, całkiem spoko, dlatego też przynajmniej raz w roku - już z Lubym kusiliśmy się na pierogi.
Kusiliśmy się do czasu, gdy nie okazało się, że ceny rosną odwrotnie proporcjonalnie do ilości i jakości owych pierogów. Pierogi zaczęły pływać w dziwnym wodno-oleistym płynie, skurczyły się znacznie, a ich ilość z bodajże 13 spadła do 9. Być może zaczęto uważać, że 9 jest mniej pechowa od 13.
O obsłudze się nie wypowiem, bo nie wiem czy takowa w ogóle tam funkcjonuje. Starcie face-to-face miało miejsce, gdy przyniosła zamówione po 20 minutach stania w kolejce jedzenie, rachunek i oczekiwała z wielkim fochem na napiwek za... no właśnie, chyba tylko za to że była.
podsumowując:
jedzenie - zależy co się trafi, pierogi niedobre,
ceny - z kosmosu
obsługa - to tam w ogóle taka jest?
wystrój - jak setki innych knajp mających przyciągnąć turystę.
Restauracja Watra Zakopane, watra


Yyyy.... Coś, czego nazwy nawet nie chcę pamiętać
Zabłądziliśmy tam przypadkiem, z braku miejsc gdzie indziej.
Przybytek ten znajduje się na Drodze do Olczy, idąc dosyć sopory kawałek w dół, po lewej stronie, na rogu. Drewniany budynek z bramą i jebutnym szyldem. Coś chyba z furmanem związane, albo jakimś imieniem. Wyparłam ze świadomości.
Zachęcił domową pizzą i plackiem po zbójnicku.
Jak "domowo" to chyba musiało być dobrze.
Nie było.
Skusiłam się na ów placek po zbójnicku.
Co dostałam?
2 (dwa) małe placki ziemniaczane z kilkoma kawałkami gulaszu z kostki, kawałkiem sera i polanym keczupem. Tortex z Biedronki.
A to wszystko za 24zł.
Kiedy dostaliśmy jedzenie, myślałam, że to żart.
To było najgorzej wydane 24zł w życiu. Ile za to można by było przepić.
jedzenie - poniżej krytyki
cena - poniżej krytyki
obsługa - samoobsługa
wystrój - przydrożne coś z elementami dzików na ścianach


Trzeci hicior to
Któryś z Góralburgerów.
Mając na uwadze, że to fast-food, brak mięsa w kebabci tym bardziej tego nie usprawiedliwia. Dziwnym trafem po owym "posiłku" wieczór upłynął mi... dosłownie.

27 lut 2013

DIY - kaem robi zaproszenia

No nie da się, góry schodzą na dalszy plan, a przynajmniej czasowo zostają przysłonięte przez welony, wstążki, i inne duperele.
Z powodu mnogości stron na allegro (88 i ciągle rośnie) oraz co najmniej średniej atrakcyjności zaproszeń tam dostępnych, moja techniczno - informatyczna ambicja postanowiła ręcznie zrobić zaproszenia ślubne, coby wysłać je już-teraz! zagramanicę. Może moje nie lepsze, ale za to tańsze i oryginalne.
Tym bardziej, że znajoma znajomego znajomej, robi zaproszenia ślubne "na sztuki", krzycząc sobie zawrotną kwotę 25 złociszy za jedno, spersonalizowane (to znaczy że ta, a ten, tu i tu, tego, a tego dnia, hajtają się w kościele takim i takim, tego i tego dnia).
DIY czyli disroj it jorself w wykonaniu kaem:
Udawszy się do najbliższego (największego Empiku), dostępnego w mieście stołecznym, keam dostała zawrotu głowy, stanęła pośrodku owego przybytku na dziale hand made, i zaczęła płakać. Następnie stwierdziła, że to pitoli, i udała się w kierunku wyjścia.
.
.
.
Dobra, tak naprawdę kaem z zawrotem głowy, jak głupia zaczęła wpakowywać do koszyka półprodukty do robienia zaproszeń, i wykupiłaby pół asortymentu, gdyby nie przyszły pan mąż.
Efekt pracy, czy może wypocin, można "podziwiać" poniżej, gościnnie występuje panKot-asystent.

zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy,
 Pierwszym problemem było ogarnięcie, jak ten sprzęt działa. Linijka straciła swój żywot przez pokrojenie. Na szczęście stół i moje palce nie ucierpiały.

zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy
 Kiciarz był bardzo zaangażowany w robienie zaproszeń. Po tym, ja przeszedł mi parę razy po materiałach, zrzucił klej i usiadł na rękach, wbrew zakazowi wchodzenia na stół, wszedł nań i poszedł spać. Zdeterminowana w tworzeniu nie chciało mi się go zganiać.

zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy
 Nie mam zielonego pojęcia co to za czcionka, ale mi się podoba. Wypróbowaliśmy działanie nowej drukarki.

zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy
 Słitaśny cytat na zaproszeniu

zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy


zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy
 Kotowaty doszedł do wniosku, że zajmował zbyt małą powierzchnię stołu.

zaproszenie ślubne, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy
 Za to dobrze sprawdził się w roli podstawki pokazowo-demonstracyjnej.

zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy


zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy
 Środek przed rozłożeniem

zaproszenie ślubne handmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy
 Środek po rozłożeniu.

zaproszenie ślubne hdnmade, ręcznie robione zaproszenie ślubne, zaproszenie ślubne diy
Wbrew pozorom takie dłubanie jest uspakajające pomimo rozlewającego się kleju, upadających kokardek, krzywo pociętego papieru i kota polującego na wstążkę.

post nie zawierał lokowania produktu.
prócz kota.

31 sty 2013

Lady of the ring

Więc kaem wybrała się z przyszłym byłym pierwszym mężem na zakupy.
Tak się wybrała, że weszliśmy do dwóch salonów z biżuteryją (tym razem nas nie olano). Jeden zaczyna się na A, w środku ma PAR i kończy na T. Drugi od skrzydlatych bestyj, (które panoszą się szczególnie na Czerwonych Wierchach), krukiem zwanych.
Od drugiej minuty naszego pobytu w pierwszym salonie, stało się więcej niż pewne że to będzie były pierwszy mąż. A to wszystko wynika z (nie)małej różnicy zdań na temat tego, jak nasze przyszłe kajdany mają wyglądać. Jako żem drobna nie jest, ale paluszki mam raczej cieniutkie, nie uśmiecha mi się przyodzienia owych paluszków w kajdan niewiele lepszy od nakrętki śruby.
Po blisko godzinie, Luby wyszedł niezadowolony, ja wyszłam niezadowolona i pan wyszedł... na zaplecze również niezadowolony.
A co mi się podoba, co się nie podoba Lubemu?
Ano coś takiego (na żywo wygląda o niebo lepiej)

obrączka ślubna białe złoto, obrączki apart, gładkie obrączki, białe złoto brylanty
tej nie było, więc nie została odrzucona
Apart


obrączka ślubna białe złoto, obrączki apart, gładkie obrączki, skromne
za cienka
Apart

obrączka ślubna białe złoto, obrączki apart, gładkie obrączki, skromne
za skromna
Apart


Nawet pokusiłabym się o coś takiego:
obrączka ślubna złoto łączone, złoto mieszane, w. kruk, obrączki kruk
W. Kruk
obrączka ślubna złoto łączone, złoto mieszane, w. kruk, obrączki kruk
W. Kruk



obrączka ślubna białe złoto, obrączki apart, gładkie obrączki, skromne
Apart

Ale o niebiosa, nie na coś takiego:
obrączka ślubna białe złoto
Apart

obrączka ślubna złoto mieszane
W. Kruk

obrączka ślubna białe złoto
Apart






"Wybór obrączek, symbolu miłości, wiary i nadziei, jest jednym z najprzyjemniejszych etapów przygotowywania do ślubu. "
g*wno prawda.


Prolog:
Po długich obradach i kompletowaniu zestawu WitajKsiędzu na pół godziny przed wizytacją - daliśmy radę. Żadne z nas nie spłonęło, nie zaczęło rzucać się po podłodze, ani nie chodziło po ścianach. Co więcej, księdzu zadeklarował, że jeżeli nie uda nam się zapisać na nauki (gdzieś-lecz-nie-wiadomo-gdzie), to żeby wpaść do niego on coś załatwi... cokolwiek miał na myśli ;)

hip hip, hura.

20 sty 2013

Zasłyszane na szlaku

To, że w poprzednim życiu zapewne byłam jakimś tatrzańskim kunomisiem, a w moich żyłach płynie obecnie górski strumień - to obecnie jest więcej niż pewne.
Nie wiadomo natomiast - i wstyd się przyznać, że starożytni górale pamiętają czasy, kiedy to kaem o tatrzańskich szlakach wiedziała może ciut więcej niż przeciętnie rozgarnięty uczeń podstawówki. I właśnie z tego tytułu pozwolę sobie przytoczyć parę perełek zasłyszanych na szlaku.
Żeby nie było, że nie ogarniam własnego podwórka, przyznam się, że moje pierwsze kroki po podhalańskiej ziemi, stawianie były w bólu, trudzie i... glanach.
Idąc z koleżanką w miejsce ceperskiego spendu, konspiracyjnym szeptem upewniałyśmy się między sobą, czy ta góra po lewej, to na pewno Giewont, a szczytem możliwości było WSPIĘCIE się do Czarnego Stawu pod Rysami (chociaż do tej pory wiele mnie to kosztuje).
Będąc drugi raz w Tatrach, oczywiście bogatsza o doświadczenia i super-pro buty nie-glany, wynurzając się ciut poza granice wyznaczane przez schroniska, podśmiewałam się z ludzi, którzy korzystali z dobrodziejstw kolejki Rakoń, że jak to, że na piechotę się chodzi, że lenie i tak dalej. Dzisiaj sama jestem leniem, któremu nie chce się po raz enty przełazić Chochołowską. Gdyby w Morskim Oku puścili meleksy - też byłabym ich pierwszą i najlepszą klientką. Ale o tym już chyba mówiłam.
Ociekając zajebistością i przerobieniem trzech par butów trekkingowych na wióry (wolałabym jedne, a dobre) mogę do woli dzielić się podsłuchanymi tekstami mniej lub bardziej doświadczonych górołazów.

Ciągle moim hitem numero uno jest pani w japonkach z włochatą torebką jadąca busikiem do Palenicy, z dumą i świętym przekonaniem, szponem ozdobionym w różowego tipsa, wskazała koleżance Nosal. 10 minut później obie panie zostały zawrócone przy wejściu na teren TPN. Z powodu torebki, która okazał się być psem. Yorkiem znaczy się. A swoją drogą, aktualnie wcale a wcale nie dziwią mnie i nie przeszkadzają mi japońce na trasie do MOka. o!

Spotkałam jeszcze pana, który chciał zajeżdżać pod Giewont samochodem "od drugiej strony".

I pana, który darł ryja do telefonu na całe Zachodnie będąc na Grzesiu, iż właśnie się na Wołowcu znajduje.

Jakiś inny - zaraz po wyjściu z kolejki na Kasprowy wykonał telefon do 'szfagra': Te szfagier, nie uwierzysz, ale ja na Kasprowy właśnie wszedłem!!! Zayebiste widoki! Rysy? A tu zaraz widać.

Kobitkę z nastoletnim synem, która koło 10 chciała dojść na Zawrat. Przez Szpiglas. Tak, miała mapę.

Stado emerytek na Pęksowym Brzyzku szukające pochowanej Sabały.

"To na Świnicę się nie wjeżdża?"

Tym optymistycznym akcentem pozdrawiam wszystkich ceprów, półceprów i tych tru-górołazów. ;)

11 sty 2013

Z wizytacją w Cupcake Corner Kraków

Ostatnio z przyszłym byłym pierwszym mężem przywiało nas Krakowa. A że do otwarcia przybytku, w którym mieliśmy do załatwienia ParęWażnychSpraw , musieliśmy gdzieś swój czas spożytkować.
Pomijając już przymus wstania o nawet-nie-w-ćwierci-ludzkiej godzinie jaką jest 4 w samiuśkim środku nocy, w mieście królów zjawiliśmy się przed 9.
Dusza ma i ciało, na gwałt potrzebowała kawy i czegoś dobrego. Wtem odezwał się umysł, że coś, gdzieś, kiedyś tam słyszał na temat (superlatywy - trudne słowo) o kapkejk korner (cupcake corner). A że w 'stolycy' czegoś takiego się nie uświadczy, postanowiłam zawlec tam swoje warszafskie ego.

cupcake corner, cupcake corner kraków, kawiarnia kraków, ciastkarnia, cupcake corner bracka 4
Cupcake Corner, Bracka 4


Z tego co się orientowałam są 3 lokalizacje, gdzie można zjeść sobie fikuśną babeczkę czy wyrośniętego muffinka.
Nam najbliżej było do lokalu przy Brackiej 4. Z całym szacunkiem dla pana Turnaua - nie padało.

Co mnie uderzyło od wejścia - to to, że byliśmy jedynymi klientami :D Chociaż w sumie czego miałabym się spodziewać w poniedziałek z rana.
Pani przy ladzie była bardzo miła - obsługa na plus.
Szybki i dyskretny rzut oka na ceny - nie powalają. W żadną stronę. Jednocześnie za dużo i - jak na warunki lokalowo-gastronomiczne - nawet akuratne.
Zamówiliśmy po kawie, babeczkę i muffinka.
Kawa całkiem w pytkę - delikatna mieszanka (nie żadna zwykła roubusta czy wszechobecna arabica) nalana w wiadro (filiżankę w rozmiarze wiadra) - jedna waniliowa, druga karmelowa.
Babeczka jakaś z czekoladą. Muffin banananowy.
Całość - i tu znów pojadę: jak na "standardy warszawskie" - to znaczy takie, z którymi mam od święta do czynienia - 37zł - co mnie zaskoczyło, bo w jednej 'szanującej się' sieciówce z niebem w nazwie, tyle płaci się za dwie duże kawy i pół ciastka.
O kawie już było, teraz pora na resztę.
Babeczka - rozmiar ciut większy od S, nawet dobra - po dwóch gryzach słodka strasznie - w większych ilościach nie do zjedzenia, w innym wypadku grozi cukrzyca. Za to ładnie wykręcona - widać, że ręczna robota.
Muffin bananowy - tu ogromne zaskoczenie. On był ogrooooomny! Ze sporą ilością orzechów w środku i suszonym bananem na zewnątrz. W smaku czuć również bananana, a przynajmniej coś, co może nawet leżało koło niego. Musiałam się napocić, żeby go całego zmieścić, a wiele potrafię ;)

Co ciekawe, Cupcake Corner w zależności od dnia tygodnia oferuje babeczki w innych smakach. W zależności od okazji są wersje limitowane w kształtach i kolorach jakie można sobie tylko wymarzyć. Tych brzydkich pewnie też ;)

podsumowanie:
pomimo szczerych chęci, nie rozumiem ewentualnych zachwytów nad tym miejscem. Na studencką kieszeń - za drogo. Na wyjście ze znajomymi - za mało miejsca. Na popracowanie przy swoim bananowym MacBooku - za tłoczno (długie stoły, gdzie przez ramie można popatrzeć kto ogląda redtuba, a kto wyniki finansowe). Raczej przyjdź - zapłać - zjedź - i zjeżdżaj.

Ale tak naprawdę kto jest zainteresowany - niech przyjdzie wyrobić sobie swoją własną opinię.

P.S. Opisywać pomieszczenia nie będę, zrobiłam zdjęcia jak nikt nie patrzył ;)
cupcake corner, cupcake corner kraków, kawiarnia kraków, ciastkarnia, cupcake corner bracka 4
Cupcake Corner, Bracka 4

cupcake corner, cupcake corner kraków, kawiarnia kraków, ciastkarnia, cupcake corner bracka 4
Wewnątrz

cupcake corner, cupcake corner kraków, kawiarnia kraków, ciastkarnia, cupcake corner bracka 4


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

staty