26 mar 2014

Halny, czyli na wierchach wieje wiatr

Niezły prezent bożonarodzeniowy zostawiła Matka Natura u podnóża Tatr.
Kto miał szansę po 25 grudnia zeszłego roku, udać się chociażby do Doliny Chochołowskiej, czy Kościeliskiej, przekonał się, że żadne z tych miejsc i okolic nie będzie prędko (jeśli w ogóle) wyglądać tak samo.
A wszystko to za sprawą halnego, który przetoczył się przez Podhale, powalając ogrom lasu.

W miniony weekend, sama miałam nie(?)wątpliwą przyjemność udać się pod Tatry w poszukiwaniu krokusów (o tym później, buduję napięcie ;) ).
Niewątpliwą, ponieważ będąc we wcześniejszym życiu kozicą czy innym świstakiem, przez swoje nieogarnięcie(?), los pokarał mnie zsyłką na niziny, i pod Tatrami bywam okazjonalnie. Wątpliwą, ponieważ przekraczając bramę Tatrzańskiego Parku Narodowego, nie poznałam miejsc, które tak dobrze, wydawało mi się, że znam.

Z powodu usuwania wiatrołomów, do odwołania, zamknięte są następujące szlaki (info z tpn.pl):Hala Gąsienicowa - Rówień WaksmundzkaHala Gąsienicowa - Krzyżne - Dol. Pięciu StawówŚcieżka nad Reglami na odcinku Dol. Kościeliska - Dol. ChochołowskaDolina LejowaZ Doliny Kościeliskiej na Polanę StołyZe względu na prowadzone prace leśne, w dniach od poniedziałku do  piątku zamknięty jest zielony szlak turystyczny Kuźnice - Kasprowy Wierch. 

Da się poznać te miejsca? (przejście zdjęcia w gifie wynosi około 4 sekund)

Dolina chochołowska po przejściu halnego 2013
Dolina Chochołowska przed i po przejściu halnego
Dolina chochołowska po przejściu halnego 2013
Dolina Chochołowska - zdjęcie
Dolina Kościeliska po przejściu halnego 2013
Dolina Kościeliska
Dolina Kościeliska po przejściu halnego 2013
Dolina Kościeliska
Dolina Kościeliska po przejściu halnego 2013

Dolina Kościeliska po przejściu halnego 2013
Dolina Kościeliska - wejście na Ścieżkę nad Reglami

Rewitalizacja tych terenów polegać będzie na sadzeniu lasów mieszanych. Obsadzanie przez człowieka terenów monokulturą świerkową nie jest w zgodzie z naturą i powoduje, że drzewa te, z powodu płytkiej bryły korzeniowej, łatwo padają pod naporem silnego wiatru.
W tej chwili ciągle trwają prace nad usunięciem wiatrołomów, które są dobrą pożywką dla kornika, atakującego zdrowe, niepowalone drzewa.

Co prawda krajobraz był mniej apokaliptyczny niż u naszych południowych sąsiadów, gdy huragan (bo halnym to to nie było) niemal 10 lat temu, na odcinku o długości ok. 60 km i szerokości 10, w kilka godzin wykosił las stanowiący 90% rocznego wyrębu drzewa na Słowacji.
Kiedy zostało zrobione te zdjęcie, po 7 latach od przejścia huraganu, Droga Wolności (droga prowadząca od Łysej Polany do Strbskiego Plesa, tu w okolicy Tatrzańskiej Łomnicy) powoli dochodzi do siebie. Trudno uwierzyć, że rósł tam gęsty, świerkowy las.
Droga wolności, Słowacja, Tatry Wysokie, Łomnica
Droga Wolności - Słowacja
Niestety podczas tego krótkiego wypadu, nie udało nam się przejść do Morskiego Oka, gdzie halny również mocno dał o sobie znać.

krótki dokument TPN:



P.S. Wjazd na teren TPN znowu podrożał.
Za to, że człowiek chce się umęczyć wchodząc pod górę, złapać dźwiedzia, przy okazji dołoży cegiełkę na utrzymanie ścieżek we względnym stanie używalności, dla studentów i nie-studentów, bilet kosztuje odpowiednio 2,5zł i 5zł.

p.s krokusy następnym razem ;)

18 mar 2014

Krywań

post z dedykacją dla Magdy ;)

Parę słów na rozruch.

W ubiegłym roku, odważyłam się zapuścić tuż za polską granicę, coby zdobyć choć jeden ze słowackich szczytów.
Padło na Krywań.
Dlaczego? Bo blisko, łatwo i wysoko.

Krywań, to ta intrygująca góra, która znacząco hmm... wyróżnia się na panoramie widzianej na południe z niemal każdego miejsca na Czerwonych Wierchach.
Krywań
Krywań

Parking i cena

Co oczywiste, z Zakopanego jechaliśmy przez Łysą Polanę, przez Smokovce, aby w Szczyrbskim Plesie, po godzinie kręcenia się i zawracania, wylądować na pobliskim, ale ukrytym w krzakach parkingu, od którego wychodzi zielony szlak.
Miły pan (pozdrawiamy pana) z uśmiechem na ustach pokazał nam gdzie mamy się zaparkować, również z uśmiechem skasował nas na 4,7€ za dzień parkowania (nie pozdrawiamy).

Dlaczego zdecydowaliśmy wyruszyć z tego miejsca?
Bo zaintrygowały mnie Trzy Studniczki (Trzy Źródła). Ku mojej nie-radości owe 'studniczki' okazały się być chatkami z błota i słomy drewnianymi. Coś jeszcze? Zupełnie nic.




Droga bez męki

Krywań, szlak na Krywań, Tatry Słowackie Krywań
wejście na Krywań
Pomijam fakt, że świeżo upieczony pan mąż po 15 minutach drogi, oznajmił mi, że dalej nie idzie (nawet z lasu nie wyszliśmy) bo go w d... nodze strzyka, i tego lata po raz ostatni żar lał się z nieba, a mi nie miał kto plecaka nieść. W efekcie polazłam sama.
Na samym początku trasy nie występują żadne trudności i nieudogodnienia, pomimo tego, że od naszej strony góra prezentuje się dosyć interesująco. Może poza głośnymi grupkami ludzi (ach ta starość) i żaru, całkiem dobrze szło się po schodach. Aż do momentu łączenia się szlaków - zielonego, którym szłam ja i niebieskiego - wychodzącego ze Strbskiego Plesa.
Krywań, szlak na Krywań, Tatry Słowackie Krywań
Krywań

W tym miejscu zaczynają się schody - to znaczy zaczynałyby się, gdyby ktoś je tam ułożył. Trasa zmienia się na dosyć stromą i sypką, dodając tłumy ludzi, zaczęłam zastanawiać się, czy pan mąż czekający w samochodzie nie zostanie szybko wesołym wdowcem. Taki stan rzeczy i trasy utrzymywał się do samego wierzchołka, gdzie oprócz nóg i głowy, przydawały się też ręce.
Byłam pod ogromnym wrażeniem, maksymalnie pięcioletniego chłopca, który całą trasę do wierzchołka - nawet na trudniejszych odcinkach (na Krywaniu człek narażony jest na pewną ekspozycję przy końcowym odcinku) pokonał na własnych nogach/rękach asekurowany przez obojga rodziców.
Krywań, szlak na Krywań, Tatry Słowackie Krywań
Szlak na Krywań

Szczytowanie

Niestety na szczycie sama nie byłam ;)
W odróżnieniu do Kościelca, Świnicy, Koziego Wierchu czy innych naszych dwutysięczników, nie przychodzi mi żaden na myśl, który wierzchołek miałby tak rozległy i pojemny jak Krywań, dlatego ludzi było bardzo wielu, ciągła rotacja.
Nie potrafię w tym momencie wymienić innego (znanego mi) szczytu z którego panorama była tak rozległa - od Tatr Zachodnich, po Wysokie. 360'. Jak patyczak.

Panorama z Krywnania, Widok z Krywania, Krywań Słowackie Tatry
Panorama z Krywania na Orlą Perć
Panorama z Krywnania, Widok z Krywania, Krywań Słowackie Tatry
Panorama z Krywania na Tatry Wysokie
Moje umiejętności fotograficzne po kilku godzinach dźwigania plecaka (zaczęłam doceniać aspekt posiadania pana męża) osiągnęły poziom -1, więc na zdjęciach mam tylko to: (pretekst, aby znowu wejść na Krywań)
na szczycie Krywania, krzyż na Krywaniu
na szczycie Krywania

Zejście

Jak wlazłam, to i zejść muszę (tak mi któregoś razu pan z TOPR powiedział). Ciężko pod szczytem - kolana wysiadają, ekspozycja (?), ludzie napierają, schodzą, słońce świeci - same niedogodności.
Znaków na szlaku - brak, dlatego zagalopowując się zbytnio idąc ku rozstajowi pod Krywaniem, gdzie łączą się szlaki, musiałam zawrócić. Gdyby nie moja super orientacja wylazłabym pewnie za dwie godziny, w połowie niebieskiego, chcąc iść zielonym szlakiem. Tak wracałam tylko 10 minut.

Całość wycieczki - ze wszystkimi ochami i achami - jakieś 8-9 godzin.

Małż w samochodzie. Nie umarł z głodu.


Moje konkluzje z wyprawy na Krywań:

- słońce świeci z dziwnej strony (mam je za plecami, gdy wchodzę)
- szlaki są dużo słabiej oznakowane, więc można się zgubić
- jest czyściej na szlakach
- nawet na tak popularnej trasie, pomimo dużej ilości turystów, wydawało mi się, że jest o wiele mniej ludzi niż po polskiej stronie (sierpień), ale i tak można się zgubić
- u Słowaków równie trudno jest ustrzelić świstaka (skubaniec schował się zanim zdążyłam pomyśleć, aby zrobić mu zdjęcie), 
- ale lata tyle samo much
- parkingowi są bardziej mili
- roaming działa, co i tak nie zmienia faktu, że można jak się człowiek zgubi to kaplica
- choćbym się ze*rała, to i tak nie zrozumiem Słowaków ;) więc jak się zgubie, i tak mam prze*rane. :D

11 lis 2013

Tak się zgina

dziób pingwina.
źródło: memy.pl
Ale nie o pingwina i jego dziób chodzi.

Tym razem przyczepię się o zaginanie kartek w książkach. 
Nożeszkurde! Pozaginane kartki w książce naprawdę nie wyglądają fajnie. Szczególnie jeśli są to MOJE książki.

24 paź 2013

Wącham książki

Uwielbiam zapach książek.... szczególnie, gdy pachną drukiem i nowością (może niekoniecznie w sensie wydawniczym ;) ).

Polacy nie czytają książek. W ogóle albo prawie wogule.
Bo tekst składający się z trzech stron (  ) czy album ze zdjęciami, liczy się średnio. Albo wcale.
Wolimy obrazki, nie tekst.

Sama osobiście lubię książki. Lubię je mieć. I wąchać. Taki mały zboczeniec ze mnie, a wszelakie perwersje są ostatnio na czasie.
Z czytaniem bywa różnie, bo podobnie jak 38 milionów innych Polaków, uskarżam się na chroniczny brak czasu. I pewnie jako jedna z (nie)wielu - lenistwo.
Jednak od pewnego czasu staram się to zmienić i sukcesywnie podnoszę statystyki, przy okazji zapychając półki w mieszkaniu, i jednocześnie tworząc na ścianie warstwę pochłaniającą dźwięki wydobywające się z mieszkania stukniętej sąsiadki. Człowiek nawet nie miał pojęcia, ileż to pożytku płynie z samych książek. Nie mówiąc już o ich czytaniu.
Do rzeczy.
Jako że nie mogę się zebrać, aby napisać coś mniej lub bardziej sensownego o górach (które w tym roku kompletnie się nie udały, mam focha), pochwalę się moimi nie-górsko-tematycznymi nabytkami.
A jest ich aż dwa, i to dzięki wymienionym punktom za wypełnianie przygłupich ankiet.
Tak się ucieszyłam, że za punkty uzbierane w ciągu zaledwie sześciu miesięcy, mogłam sobie pozwolić na zakupowe szaleństwo, że nie zdążyłam ich nawet przejrzeć. Zaledwie wczoraj mój pan mąż przyniósł je z punktu odbioru, i nie mam zielonego pojęcia jakie one są. Choć oczywistym jest że pachną.

prl jak dawniej się żyło, książka, czarna wołga

Jak to drzewiej (za komuny) bywało. Słysząc raz po raz westchnienia społeczeństwa, jak to "za komuny było lepiej", bo na półkach było nic i ocet, ale paradoksalnie każdy wszystko miał (wyczekane lub spod lady), a że nie dane mi było do końca doświadczyć ówczesnych cudów, postanowiłam zweryfikować swoją wiedzę i niesamowite historie opowiadane przez rodzicielkę. Dlatego wybór padł na
"PRL jak cudownie się żyło!" (Wiesław Kot)
Przeglądając pobieżnie, to co autor przelał na papier, z całą pewnością mogę powiedzieć, że książka nie została napisana śmiertelnie poważnie. W całkiem zabawny sposób porusza aspekty życia w czasach PRL: kulturę, zwyczaje, kuchnię czy życie codziennie. I są obrazki!
Ale czy rzeczywiście było do śmiechu? ;)

"Literaci do piór, studenci do nauki, pasta do zębów!"

Pozostając nadal w temacie i chcąc dogodzić Lubemu, coby mu się nie nudziło w drodze do pracy, dokupiłamwybrałam czarną wołgę.
Czarna wołga. Kryminalna historia PRL (Przemysław Semczuk)
Jest to zbiór historii kryminalnych, które wydarzyły się w czasach PRL i bulwersowały opinię publiczną, choć ta miała się o nich nigdy nie dowiedzieć. Autor nie tylko przejrzał w tajne dokumenty, ale także dotarł do byłych przestępców. Każdy rozdział książki, jest oddzielną sprawą, którą mniej lub bardziej udało się rozwikłać.

Hasło na dziś:
Nie bądź wtórnym analfabetą. Weź książkę w dłoń.
i przeczytaj.

2 paź 2013

O odmianie nazwisk na zaproszeniach ślubnych

Natchniona, czy też może raczej zmuszana przez życie i duszę techniczno-praktyczną, przy okazji tworzenia własnych zaproszeń na swój własny ślub, postanowiłam dosłownie głębiej przyjrzeć się temu tematowi.
A nawet więcej! Podzielić się się tym ze światem. Tak więc:


Hello world! :)



A więc odmieniać te nazwiska na zaproszeniach, czy nie odmieniać?

Pierwszym problemem, przed którym stają przyszli Państwo Młodzi, zaraz po wyborze sukni, garnituru, wiązanki, sali weselnej, grajków, i pierdyliarda innych spraw, również po wyborze samego wzoru zaproszeń ślubnych i czcionki, jaką owo zaproszenie powinno zostać wypisane, jest przedstawienie organowi tworzącemu zaproszenia - listy gości. Najlepiej z odmienioną formą nazwisk.
Dlaczegóżto?
Ponieważ w tym miejscu zaczynają się schody, które potrafią napsuć krwi człowiekowi.

Niejednokrotnie, pomimo dużej ilości dyplomów i pokończonych kursów, naprawdę wiele osób nie ma świadomości, że wszystkie, ale to wszystkie nazwiska polskie, na zaproszeniach ślubnych, powinno się odmienić. I bynajmniej nie chodzi tu wyłącznie o nazwiska zakończone na -ska, -ski.

Wzorzec odmiany nazwisk ma ułatwić nam życie przy wypisywaniu zaproszeń ślubnych, nie tracąc czasu na zastanawianie się, czy wujostwo Czub obrazi się za Czubów.

Słownik języka polskiego twierdzi, iż
Ogólne zalecenie dotyczące odmiany nazwisk polskich i obcych jest następujące: jeśli tylko jest możliwe przyporządkowanie nazwiska jakiemuś wzorcowi odmiany, należy je odmieniać.
proste?
No nie do końca. Dla mnie samej zapis jest ten niejasny i niewiele mi mówi. Jaki do jasnej &%@#^! jest ten wzorzec odmiany?

W liczbie mnogiej - bo taka odmiana na zaproszeniach ślubnych pojawia się najczęściej, nazwiska zakończone na -ska, -ski, odmienia się "bez udziwnień": Kowalski - Kowalskich, Dąbrowski - Dąbrowskich itd.
W pozostałych przypadkach, (cały czas chodzi o liczbę mnogą!) - poprzez dodanie do nazwiska końcówki -ów
np. Nowak - Nowaków, Sitko - Sitków, Radek - Radków, Szprot - Szprotów, Rączka - Rączków,  Mucha - Muchów - nawet jeśli brzmi głupio.
ALE zapraszając państwo o nazwisku Kozioł czy Kocioł - zapraszam Koziołów (nie Kozłów) / Kociołów (nie Kotłów)

w liczbie pojedynczej, odmieniają się wszystkie nazwiska żeńskie zakończone na -a np. Budna - Budnę (normalnie, przez przypadki), Mucha - Muchę
wyjątkiem są nazwiska zakończone na spółgłoskę lub -i, -y, -o, -e
np. Fredro - Annę Fredro (nie Fredrę), Witkiewicz - Annę Witkiewicz, Dante - Annę Dante
Mężczyźni mają lepiej, ponieważ ich nazwiska w liczbie mnogiej w zasadzie odmienia się wszystkie:
Jana Budnę, Olka Fredrę, S. Witkiewicza i pana Dantego


Szanujmy język polski, nie powielajmy błędów (nie odmienia się, bo tak!)
Czy uświadamiać językowo innych?
Ja - zapraszając na swój ślub, stawiam na poprawność gramatyczną.
Niech się obrażają.

23 wrz 2013

Pograjmy w Ingress

Coś dla noobów i nołlajfów. Czy aby na pewno?

Pomimo tego, że absolutnie nie jestem typem gracza - moja wiedza i umiejętności grania w gry komputerowe kończą się na trzeciej części Heroes Might and Magic oraz urządzaniu mieszkań Simsom, to przyznam się, że z niemałym zafascynowaniem zaiwaniam z telefonem w ręku, przejmując portale i stawiając rezonatory w Ingressie.
Ingress

A cóż to takiego ten Ingress?
Ingress jest wieloosobową grą internetową, która rozgrywa się w czasie rzeczywistym (rzeczywistość rozszerzona). Wykorzystuje ona wszelkie dobrodziejstwa wujka Googla, tak więc póki co, działa tylko na tych super-mądrych telefonach z systemem zielonego robocika.
Rozgrywka, najogólniej mówiąc, polega na ustawianiu i przejmowaniu (hackowaniu) portali w miejscach publicznych, gdzie znajdują się ciekawe elementy: stare budynki, murale, tablice pamiątkowe, a także kościoły czy rzeźby, i późniejsze łączenie (linkowanie) ich w trójkąty, które stworzą pola kontrolne (control fields) naszego koloru. Linki między portalami mogą wynosić od kilku metrów do kilku, czy nawet kilkuset kilometrów, co jest oczywiście uzależnione od poziomu, który udało nam się wbić od momentu zainstalowania gry na telefonie. Hackowanie swoich i obcych portali, spowoduje, że dostaniemy wiele cennych przedmiotów, takich jak Portal Keys (potrzebne do linkowania), Rezonatory (do zabezpieczania swoich portali) , XMP Bursters (do atakowania cudzych), Portal Shields (osłony portali) i Media (a to nie wiem po co :P ).
Zaportalowana Warszawa
Rusz tyłek!
Szkopuł w tym, że gracz musi być fizycznie w pobliżu obiektów na mapie, aby wejść w jakiekolwiek interakcje z portalami. Nie ma leżenia na kanapie, czy gnicia w pokoju przed komputerem. My z naszym telefonikiem w dłoni, jesteśmy przedstawieni na mapie jako mała strzałka w centrum 40-metrowego okręgu, stanowiący obwód, w którym mamy możliwość bezpośredniej interakcji. Jak w dżipiesie.
W międzyczasie musimy zbierać Energię XM (exotic matter), która jest rozrzucona po całej okolicy, w postaci małych świecących cząstek, ponieważ tracimy ją w czasie wykonywania wszelkich czynności w Ingressie.
Aleosochozi?

Zaraz po pierwszym uruchomieniu Ingress, należy wybrać frakcję, którą chce się grać. Zieloną lub niebieską. Co kto woli. Frakcja zielona tzw. the Enlightened - najeźdźcy, którzy chcą szerzyć mądrość i oświecenie (o lol).  Niebiescy - ruch oporu (the Resistance), którym nie za bardzo zależy na byciu oświeconym. Kto wygra? Ci, którym uda przejąć wszystkie MU (Mind Units), to znaczy osoby będące w zasięgu utworzonego pola kontrolnego. Proste? Jak barszcz.


Jeszcze jedno słowo o portalach.
Portal może być koloru zielonego, niebieskiego, lub szarego (a gdzie róż, gdzie fiolet i amarant?!). Szary portal jest portalem niczyim, i można go przejąc poprzez założenie pierwszego z maksymalnie ośmiu rezonatorów pomiędzy 1 a 8 poziomem. Nieładowane rezonatory, tracą energię i mogą ulec samoistnemu rozkładowi. Można je naładować osobiście lub zdalnie z wygodnej kanapy z domciu. Przejmowanie wrogich portali polega na niszczeniu za pomocą XMP Bursters, rezonatorów i umieszczaniu w ich miejsce swoich. Przejęcie portali przez obcą frakcję może utrudnione przez dodatkowe mody, zapewniające dodatkową osłonę portali. 

















Co ciekawe, można wysyłać własne propozycje tworzenia nowych portali. Grupa Google stosunkowo szybko, bo w ciągu 2-4 tygodni, reaguje na wprowadzanie nowych miejsc.

Skoro ja to ogarnęłam, ogarnie to każdy.
Tylko uwaga: aby zagrać w Ingressa, należy mieć zaproszenie (od znajomych, albo kliknąć rikłesta na stronie gry)
Ingress w zastraszającym tempie pożera zdrowy rozsądek, czas, internet i baterię.
I człowiek jak głupek stoi w centrum miasta pod fontanną z telefonem w dłoni hakując portale.

16 sie 2013

ciasteczka owsiane...

.. z żurawiną i orzechami laskowymi..
hmm....

Pakując kota w walizkę razem z butami górskimi, upychając zapas batoników czekoladowych na szlaki, i ugniatając Oshee - bo to jest jedyne coś, co robi mi lepiej niż woda przy podejściu pod jakigoś pikusia, zaczęłam się zastanawiać, czy może nie znalazłoby się cosik lepsiejszego do przekąszenia na szlaku, od czekolady, za którą szczerze powiedziawszy - nie przepadam. (tak, wiem, dziwna jestem)
I tak narodził się w mej 'dietetycznej' głowie pomysł, że może zamiast batonika ukleić ciasteczka owsiane. Pożywne, energetyczne i nawet smaczne. ;) A o to podczas wylewania potów na asfalcie do Morskiego Oka właśnie chodzi.

Ciasteczka owsiane nie zawierają masła, z powodzeniem można nie dosypywać mąki.

Będzie potrzebne:
  • Szklanka płatków owsianych górskich (przecież jeść je będziemy w górach ;) )
  • Szklanka łatków owsianych przemielonych
  • pół szklanki otrębów pszennych
  • 3 łyżki miodu (trzeba skądś tą energię brać) / można dodać mniej
  • 70g orzechów laskowych
  • 100g  żurawiny
  • jajo
  • woda na oko
    tak jak pisałam, obejdzie się bez mąki, ale ja dodałam pół szklanki razowej.
Wykonanie jest banalnie proste.

  1. Orzechy i żurawinę posiekać, wsypać do miski, dodać wszystko sypkie.
  2. Dodać miód i jajko. W razie potrzeba dodać wodę.
  3. Wymieszać dokładnie.
  4. Łyżką formować speudo-ciasteczka na blasze w rozgrzanym piekarniku. Rozgrzanym - tak standardowo do 180', coby ciastka nie spaliły się za bardzo.
  5. Piec aż się zarumienią. Pilnować by się nie spaliły.

ciasteczka owsiane z żurawiną i orzechami laskowymi bez mąki i masła
30 minut roboty.

Jako że przypalam wodę na herbatę, osobiście punkt 5 średnio mi wyszedł, i moje wytwory wyglądają tak, jak wyglądają. Smakują lepiej. Luby też zje.

ciasteczka owsiane z żurawiną i orzechami laskowymi

Nawet kocur dobierał się do wylizania miski.


Prolog:
Dlaczego mówi się, że czekolada jest dobra przy wysiłku fizycznym, szczególnie polecana podczas letniego chodzenia po górach? Ano dlatego, że dostarcza kalorie, które zamieniają się na energię i taki strudzony człowiek nie opada z sił. Z tego powodu, uważam, że ciasteczka, szczególnie z dodatkiem miodu są dobrą alternatywą, co więcej, zapchają żołądek do czasu dojścia do schroniska i dopchaniu się do kolejki po szarlotkę. ;)
Dlaczego nie kanapka z szynką? Kanapka z szynką jak najbardziej się przyda, jednak jest ona dobra na głód, a nie jako zastrzyk energii. Cała energia zostanie pochłonięta przez trawienie.
ale o tym powymądrzam się następnym razem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

staty