Podobnie jak każdy, mam swoje ulubione ubrania bez których nie wyobrażam sobie mojej szafy, i w których chciałabym chodzić jak najczęściej i jak najdłużej. A ponieważ jak pisałam w poście o niemarnowaniu, staram się sukcesywnie odgracić swoją przestrzeń (i szafę) tych ubrań nie mam już tak wiele.
Jak każdy na początku jakieś drogi popełnia mniej lub więcej błędów, ja postanowiłam podzielić się z Wami moimi błędami i przemyśleniami na temat tego jak dbać o ubrania podczas prania, by służyły jak najdłużej.
![]() |
źródło zdjęcia: pixabay.com |
- Pranie w zimnej wodzie i unikanie suszenia w suszarkach.
- Sortowanie prania.
Tak ja oczywiste powinno być oddzielanie podczas prania ubrań o jasnych
kolorach od tych ciemnych, tak nie należy prać jednocześnie "ciężkich
ubrań, szczególnie takich zawierających guzki, suwaki jak jeansy czy marynarki
z delikatnymi tkaninami. Pomocne mogą okazać się woreczki, w które można włożyć
delikatniejsze tkaniny, aby zapobiec wplątaniu się ich między nogawki jeansów.
- Używanie zbyt dużej ilości
detergentu również nie jest obojętne zarówno dla ubrań jak i środowiska.
Sama używam mniejszej ilości detergentu od tej zalecanej przez producenta,
i nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się skarżyć na niedoprane spodnie czy sweter.
Nie kupuję wybielaczy - do białych ubrań świetnie sprawdzi się zwykła soda
oczyszczona.
W Internecie można zaleźć mnóstwo przepisów, jak samodzielnie zrobić własny
proszek do prania - ja póki co, przy niewielkich zabrudzeniach korzystam z
orzechów piorących.
- To, że coś się nie dopiera może
być również związane z przeładowaniem pralki.
Nie powiem, mi samej zdarzyło się niejednokrotnie przeładować pralkę
(w domyśle - przecież im więcej zmieszczę do bębna, tym mniej prań będę musiała
robić, przez co ubrania mniej się zniszczą) - Nic bardziej mylnego. Upychanie
prania w bęben nie tylko powoduje większe zużycie energii, ale także osłabia
działanie proszku - bez wolnej przestrzeni, detergent nie ma się jak rozpuścić,
pralka nie dobrze nie płucze (już wiem skąd pozostałości proszku na nogawkach
spodni) i nie dopiera, włókna ubrań w ciepłej wodzi się odkształcą, a sama
pralka poprzez przeciążenie szybciej się zużywa. O kosztach - proszku, ubrania
i ewentualnej naprawy pralki - nie wspominając.
- Sama też przestałam używać
zmiękczaczy do tkanin.
Poza tym, że powodują wyłącznie krótkotrwałe zmiękczenie tkaniny oraz
nadają względnie przyjemny zapach, nie wnoszą nic dobrego - jest to kolejny
detergent mający dodatkowy wpływ na środowisko, który może powodować alergie,
nierzadko kosztujący niemałe pieniądze. Ponieważ zmiękczacz
"przylepia" się ubrania, może powodować zmniejszenie wchłaniania ich
włókien (np. w ręcznikach czy bawełnianych podkoszulkach), a także utrudnić
dopieranie.
- Zaprzyjaźniłam się z praniem
ręcznym.
Umówmy się,
wełniany czy kaszmirowy sweter, noszony nie przy samym ciele nie brudzi się tak
szybko, więc często wymaga tylko odświeżenia. Gorsze plamy - wystarczy zaprać.
- Nie pierz.
Zbyt często. Niejednokrotnie zastanawiałam się, czy bluzka założona jeden
raz, wymaga wrzucenia do pralki (pod warunkiem, że nie było to lato, w
miliardstopiowym upale). O ile nie ma plam od potu czy keczupie oraz
nieprzyjemnego zapachu - nie, nie wymaga. Nie bardzo też rozumiem konieczność
przychodzenia do pracy codziennie w innym ubraniu. Pracuję w środowisku, gdzie
jest znaczna przewaga kobiet, i wydawałoby się, że zakładanie tych samych
ubrań dwa dni pod rząd jest „obciachem”. Myślicie, że ktoś na to będzie zwracać
uwagę? Jeśli tak, to jego życie musi być naprawdę smutne (a ulubiony sweter
wystarczy zakładać co dwa dni ;) )
Na youtubie jest mnóstwo filmików o tym jak ktoś decydował się przez rok nie prać jeansów. Podobno się da. Ja chyba nie mam odwagi sprawdzić. :)
Mam wrażenie, że ciągle pierzemy i pranie wiecznie wisi na suszarce, choć ja noszę dwa dni z rzędu tę samą bluzkę,a sweterki na bluzkę o wiele dłużej i się nie przejmuję, że obciach.Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuń